niedziela, 26 lutego 2017

Tak bardzo zaczytana - luty 2017

Luty pod względem życiowym jak i książkowym był dość ciężki i trudny. Co prawda według listy przeczytałam 10 książek, ale można powiedzieć, że było ich 7, gdyż 3 z nich nie zostały ukończone. Po kilkunastu stronicach odłożyłam z niesmakiem: Kieszonkowy Atlas Kobiet Sylwii Hutnik (książkę wulgarną, nieprzyjemną i na wskroś naturalistyczną), 13 Pięter Filipa Springera (skoro dzieją się rzeczy tak nieprawdopodobne w mieszkalnictwie polskim to po co w takim razie żyć  w tym kraju o ile żyć i przedłużać gatunek w ogólności) oraz Płaskudę Grażyny Jagielskiej (fragment o zabiciu szczeniaczków mnie pokonał i rozwalił na części). W telegraficznym skrócie przeczytałam Nieznane Przygody Mikołajka oraz Zimę Mikołajka Sempe i Goscinnego. Tu niby było wszystko w porządku, ale jakoś tak nie do końca czułam radość z czytania tych pozycji. A przecież uwielbiam urwisów wymyślonych przez Sempe i Goscinnego. Kolor bursztynu Hanny Cygler od początku do końca wywoływał u mnie całą gamę uczuć, od irytacji po łzy wzruszenia. Książka zaczyna się dość średnio, wręcz nudno (stawiając w niekorzystnym świetle muzealniczki jako kochliwe stalkerki ciamajdy nieradzące sobie w życiu). Później przez chwilę robi się ciekawie, wręcz radośnie. Ale po przeczytaniu mniej więcej połowy książki jest tylko gorzej. Zakończenie jest tak nieprawdopodobne i ckliwe, że aż się popłakałam (wstyd mi było straszliwie, że takie coś mnie wzruszyło). Dwie książki Anny Onichimowskiej: Hera moja miłość oraz Lot  Komety. Przeczytałam z zaciekawieniem. Nie obyło się bez łez. Ale tu akurat był konkretniejszy powód. Uważam, że książki te powinni przeczytać nie tylko młodzi ludzie (bo przecież taki był zamysł autorki) ale też rodzice, osoby planujące dzieci a także te bezdzietne. Poruszane są bowiem w nich problemy dotyczące ucieczki przed samotnością i niezrozumieniem w używki oraz w sekty. Następną książką była Modlitwa o deszcz Wojciecha Jagielskiego, którą czytało mi się bardzo dobrze. Pan Wojciech z ogromnym szacunkiem i delikatnością przedstawia w niej trudną problematykę życia na Bliskim Wschodzie. Wreszcie ostatnia książka po której nie obeschły mi jeszcze łzy czyli Masakra Krzysztofa Vargi. Książka poruszająca problem alkoholizmu. Jakże inna i jakże lepsza niż ta, którą Pan Krzysztof wspomina w Masakrze, a o której pisałam w podsumowaniu 2016 roku. Masakra jest momentami zabawna, momentami straszna, ale jej zakończenie daje do myślenia. Można rzec, że książka porusza problemy samotności oraz niezrozumienia przez otoczenie oraz poszukiwania siebie. Po lekturze już wiem dlaczego aż mnie trzepało jak ktokolwiek do mnie mówił "zastanów się nad sobą". Jednym słowem, dobrze że luty już prawie że się skończył i  liczę na to, że wraz z nadejściem wiosny w moim literackim świecie będzie nieco weselej. 

2 komentarze:

  1. Luty to dla mnie najgorszy miesiąc w roku. Zawsze! Dobrze, że jest najkrótszy :) Zainteresowałaś mnie tą "Masakrą". Gdzieś mi umknął tytuł, a widać, że warto przeczytać. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że zachęciłam. Pozdrawiam :)

      Usuń