niedziela, 9 października 2016

A może kawałeczek - czekoladki? - The earl grey Dolfin

Zupełnie nie spodziewanie wybrałam się do Almy (póki jeszcze jest). Oprócz kapsułek do kaworoba zakupiłam belgijską  ciemną czekoladę z herbatą earl grey marki Dolfin. Szczerze powiedziawszy, dość dawno nie miałam kontaktu innego niż  (przypadkowy) wzrokowy z wyrobami tejże firmy. Po powrocie do domu, zjedzeniu szybkiego obiadu i wypiciu naparu owocowego, zasiadłam z zielonym pakuneczkiem na kanapie. Bardzo spodobał mi się sposób zapakowania czekolady. Kojarzy mi się z kopertami papeteryjnymi. Po otwarciu zielonej kopertki, moim oczom ukazała się czekolada zapakowana w białą, ślicznie przyozdobioną folijką. Delikatnie otworzyłam i ją, po czym niemal natychmiastowo poczułam cudowny, świeży zapach herbaty earl grey. Ułamałam paseczek czekolady, podzieliłam go na kostki i przystąpiłam do degustacji. Pierwszej kostce pozwoliłam na powolne rozpuszczanie się w ustach. Było to ciekawe doznanie. Smak herbaty earl grey delikatnie współgrał z subtelną goryczką czekolady. Nie wiedząc czemu, od razu skojarzyło mi się to z utworem Lily Was Here. Może przez to przekomarzanie się czekolady z herbatą niczym głównych instrumentów muzycznych we wspomnianym utworze. Wracając jednak do czekolady, ma ona w sobie coś co lubię, a mianowicie drobinki, które delikatnie drapią po języku. Drugą kosteczkę pogryzłam dość szybko. I to  było też fajne smakowo. Generalnie czekolada jest bardzo dobra i godna polecenia zarówno fanom herbaty earl grey jak i gorzkiej czekolady. 


Dolfin

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz