sobota, 29 października 2016

A może kawałeczek czekoladki? - Passion Fruit and Caramel with Thyme Zotter

Pojęcia nie mam jak do tego doszło, ale okazało się, że mam w domu ostatni z ostatnich kawałek czekolady. A była to ciemna czekolada mleczna nadziewana marakujowo-tymiankowym ganaszem. Pożerałam ją od paru dni i zupełnie nie wiedziałam co mogę o niej powiedzieć. Pachniała dość przyjemnie, czekoladowo, z nutką ziołowej świeżości. Zapowiadało się dość dobrze, gdyż lubię zapachy ziół, zarówno w perfumach, potrawach, naturze, kurna no wszędzie. Postanowiłam zatem dać szansę czekoladzie. No bo czemu nie. Za sprawą tego, że Mistrz Zotter użył gorzkiej czekolady, a nie jakiegoś słodkiego ulepka, nie zasłodziłam się. Gdzieniegdzie pojawiał się owocowy posmak marakuji, ale całość została zdominowana przez tymianek. No dosłownie przez moją paszczę przetoczył się wiatr. Nie, to nie był wiatr. To było tymiankowe tornado. Zapewne czekolada jest bardzo ciekawa w smaku, ale raczej już jej nie kupię. 

 

niedziela, 23 października 2016

A może kawałeczek czekoladki - Chia seeds with nutty power Zotter

Podczas ostatnich zakupów czekoladowych skusiłam się na mleczną czekoladę górską z nasionami chia, nugatem i marcepanem. A to dlatego, że wszystkie te składniki są przeze mnie bardzo lubiane. Po tym jak poprzyglądałam się opakowaniu, które jakoś nie do końca mi się podoba, rozpakowałam czekoladkę. Od razu poczułam przyjemny mleczny zapach. Pierwszy kawałek rozdzieliłam na warstwy i każdą z nich zjadłam osobno. I tu nie można się przyczepić gdyż wszystkie składniki smakują poprawnie. Następnemu kawałkowi pozwoliłam się rozpuścić w ustach. Też wszystko grało. Trzeci natomiast rozgryzłam dość szybko i tutaj się okazało, że czekolada jest niesamowicie słodka, marcepan próbuje za wszelką cenę zdominować pozostałe składniki, a nasiona chia wesoło trzeszczą po zębach. Czekolada ta nie do końca do mnie przemawia, więc z pewnością więcej jej nie kupię. 


 

środa, 19 października 2016

Tak bardzo zaczytana - Po zmierzchu

Jak byłam na studiach, to dzięki mojej ulubionej koleżance Ani, dowiedziałam się, że jest sobie taki japoński pisarz jak Haruki Murakami. Jako że Ania jest podobnie jak ja miłośniczką dobrej literatury, postanowiłam się dowiedzieć kim jest Murakami i o czym pisze. Zgromadziłam i przeczytałam  prawie wszystkie jego książki. Na początku tego tygodnia, postanowiłam sobie odświeżyć co nieco. I tak, sięgnęłam na półkę z książkami japońskiego pisarza i w ręce mi wpadło Po zmierzchu. Niezbyt obszerna książeczka, w której opisana jest praktycznie tylko jedna noc i wydarzenia jakie wtedy miały miejsce. Każdy z bohaterów powieści spędził ten czas inaczej, jednakże zarówno bohaterowie jak i ich historie są ze sobą pośrednio bądź bezpośrednio powiązane. Każdy z bohaterów jest jednocześnie zupełnie inny od pozostałych oraz bliźniaczo podobny. Każdy z nich bowiem pomimo różnych przeżyć, historii, poszukuje zrozumienia i akceptacji. Wszystko co dzieje się podczas opisywanej nocy jest jednocześnie bardzo prozaiczne, zwyczajne oraz niezwykłe, wręcz magiczne i stąpające na granicy snu. Pamiętam, że czytając tę książkę wiele lat temu miałam zupełnie inne odczucia. Wtedy mnie wzruszała i uwznioślała, a teraz z każdym rozdziałem czułam ten upływający czas i im bliżej byłam końca książki to tym natrętniej krążyła we mnie myśl: "kurczę, zaraz zadzwoni budzik i znowu trzeba będzie iść do pracy". Uważam jednak, że warto było wrócić do tej książki i odkryć ją na nowo.

niedziela, 9 października 2016

A może kawałeczek - czekoladki? - The earl grey Dolfin

Zupełnie nie spodziewanie wybrałam się do Almy (póki jeszcze jest). Oprócz kapsułek do kaworoba zakupiłam belgijską  ciemną czekoladę z herbatą earl grey marki Dolfin. Szczerze powiedziawszy, dość dawno nie miałam kontaktu innego niż  (przypadkowy) wzrokowy z wyrobami tejże firmy. Po powrocie do domu, zjedzeniu szybkiego obiadu i wypiciu naparu owocowego, zasiadłam z zielonym pakuneczkiem na kanapie. Bardzo spodobał mi się sposób zapakowania czekolady. Kojarzy mi się z kopertami papeteryjnymi. Po otwarciu zielonej kopertki, moim oczom ukazała się czekolada zapakowana w białą, ślicznie przyozdobioną folijką. Delikatnie otworzyłam i ją, po czym niemal natychmiastowo poczułam cudowny, świeży zapach herbaty earl grey. Ułamałam paseczek czekolady, podzieliłam go na kostki i przystąpiłam do degustacji. Pierwszej kostce pozwoliłam na powolne rozpuszczanie się w ustach. Było to ciekawe doznanie. Smak herbaty earl grey delikatnie współgrał z subtelną goryczką czekolady. Nie wiedząc czemu, od razu skojarzyło mi się to z utworem Lily Was Here. Może przez to przekomarzanie się czekolady z herbatą niczym głównych instrumentów muzycznych we wspomnianym utworze. Wracając jednak do czekolady, ma ona w sobie coś co lubię, a mianowicie drobinki, które delikatnie drapią po języku. Drugą kosteczkę pogryzłam dość szybko. I to  było też fajne smakowo. Generalnie czekolada jest bardzo dobra i godna polecenia zarówno fanom herbaty earl grey jak i gorzkiej czekolady. 


Dolfin

 

poniedziałek, 3 października 2016

A może kawałeczek czekoladki? - Mango and Mace Zotter

W taki jesienny, słotny dzień dobrze jest zrobić coś fajnego. Ja postanowiłam umilić sobie czas nową czekoladą od Zottera. Tym razem padło na  ręcznie czerpaną Mango and Mace. Po ułamaniu kawałeczka ukazały mi się trzy kolory: czekoladowy brąz, żółtość mango i ciemny beż czegoś tajemniczego (bodajże mace). Postanowiłam spróbować. Po rozgryzieniu, jako pierwszy poczułam korzenny, ostrawy aromat - to zapewne tajemnicza przyprawa mace. Następnie do głosu doszło orzeźwiające mango. Na końcu, pojawiła się delikatna goryczka czekolady. Co prawda w składzie są jeszcze orzechy nerkowca i migdały, ale są tak subtelnie wkomponowane w całość, że niemalże niewyczuwalne. Drugiemu kawałkowi pozwoliłam na powolne rozpuszczenie się w ustach. To doznanie smakowe też było dość przyjemne. Czekolada Mango and Mace bardzo, ale to bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła i pozwoliła na miłe wspomnienie lata. 

Zotter