sobota, 2 lipca 2016

A może kawałeczek czekoladki? - czekolada J.D. Goss Ekwador z nadzieniem mailinowym

Mamy lato w pełni i owoców zatrzęsienie. W związku z tym, w moim małym świecie, pojawiła się czekolada J.D. Gross Ekwador z nadzieniem malinowym. Czekolada ta posiada dość wysoką zawartość (70%) szlachetnego kakao odmiany Arriba, więc jest dobrze. Zdjęcie na opakowaniu pokazuje też, że kawałki malin są dość solidne. No nic. Odpakowałam kartonik, złotko i moim oczom ukazała się ciemna, pachnąca, podzielona na eleganckie, oznaczone znaczkiem producenta kwadraciki czekolada.

Przystąpiłam do konsumpcji. Poczułam bardzo przyjemny, gorzkawy posmak kakao przepleciony słodyczą malin. Kawałki malin nie są jakieś olbrzymie, w trakcie gryzienia wczepiają się w zęby z ogromną siłą (mam nadzieję, że mój dentysta tego nie przeczyta, bo jakby przeczytał to by mnie chyba związał nicią dentystyczną w ramach kary za masakrowanie przestrzeni między zębowych). Całość prezentuje się dość dobrze i wszystko do siebie pasuje.  Jak będę miała okazję to z pewnością wrócę do tej czekolady. 

3 komentarze:

  1. Ojeej, moja pierwsza czekolada z bloga :D :'> Jak tak teraz myślę to była bardzo smaczna, a zapomniałam kompletnie o niej! Dzięki za przypomnienie, muszę do niej wrócić :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekolady z Lidla - zwłaszcza z serii tych ąę - w ogóle mają zaskakująco dobrą jakość. Ostatnio próbowałam takich naśladujących Merci - i na ich podstawie wydałam powyższe stwierdzenie :)

    Ostatnio szaleję za czerwonymi pralinkami Lindt Lindor. Jakaś dobra partia mi się chyba trafiła, bo pamiętam, jak jeszcze całkiem niedawno włączyłam Lindta w poczet smakołyków typu "to już nie to, co kiedyś" - z tymi czerwonymi kulkami włącznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam czerwone pralinki od Lindta. Ale ostatnio też zasmakowałam za wiśniami w likierze. Notabene to wszystko przez moją Mamę i Babcię, które to pożerają je pasjami :)

      Usuń