niedziela, 17 kwietnia 2016

Tak bardzo zaczytana - dziś narzekania z samego rana

Dziś będzie notka zbiorcza dotycząca książek jakie przeczytałam w pierwszej połowie kwietnia. Jak wskazuje tytuł, będzie to w dużej mierze większość narzekań. Na pierwszy ogień poszedł Drach Szczepana Twardocha, czyli śląska saga o dwóch rodach: Gemanderów i Mangorów. Książkę czytało się dość ciężko z uwagi na liczne wtrącenia zwrotów pochodzących z zupełnie mi obcej gwary śląskiej a także zagmatwanie tudzież próbę paralelnego przedstawienia wątków następujących po sobie pokoleń w obydwu rodach. Nie wiem co autor miał na myśli zaczynając pisać tę książkę. Czy chciał nam powiezieć/uzmysłowić, że historia lubi się powtarzać, czy że nie uciekniemy przed przeszłością, czy że koniecznie musimy popełniać błędy naszych przodków, itp. Książka zupełnie mi się nie podobała i po części żałuję poświęcony na nią czas. Drugą pozycją był Diament Jerozolimski autorstwa Noaha Gordona. Tym razem było dużo lepiej. Historia rodziny Harry'ego Hopemana, historyka oraz jubilera pochłoneła mnie bez reszty. Być może to spowodowane było moimi zainteresowaniami. A być może też sposobem przekazu. W każdym razie ta książka zawładnęła moim sercem. I wreszcie największy czytelniczy niewypał czyli Kalendarze Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk.  Rzekomo miała być to opowieść o tym jak to wpływa na nas dzieciństwo, jak nas kształtuje. Wiadomo, każdy z nas miał je jakieś. Jedni lepsze, drudzy gorsze. Ale do jasnej ciasnej, czy jest jakaś większa ilość osób która z powodu swojego dzieciństwa pisze książki? No chyba raczej nie. Ludzie opowiadają sobie swoje historie z dzieciństwa swoim najbliższym/przyjaciołom przy piwie/wódce/soku pomarańczowym lub w innych okolicznościach. A tu mamy jakiś dziwny zapis z pierwszego pamiętnika małej dziewczynki w stylu: wstałam rano umyłam ząbki. Bo czy to jest jakieś łał, że na wsi się sprawia kurę, że mieszkając koło torów widzi się przejeżdżające pociągi. W każdym razie książka śmiało może stać się scenariuszem na kolejny szmirowaty serial jakie nas ostatnimi czasy zalewają z coraz większą siłą. A co najlepsze, na okładce jest napisane, że w tej mądre, sugestywnej i ważnej historii tysiące czytelniczek odnajdą swój własny los. Książka wcale nie jest mądra. Jest niebezpiecznie sugestywna w związku z tym odnajdywaniem losu - bo przecież raczej każdy z nas wstawał rano, jadł jakieś śniadanie, chodził do szkoły itp. Czas poświęcony na Kalendarze także był zmarnowany. Także jak widać pierwsza połowa kwietnia pod względem literackim była u mnie dość średnia.

2 komentarze:

  1. Przykro mi, że nie jesteś zadowolona z książek, może druga połowa kwietnia będzie lepsza. :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem, co mogę napisać o książkach, których nie czytałam i o których nie mam żadnej opinii. Sama czytam sporo, bo dostaję nowości do recenzji. Jedne są złe i chce mi się rzygać, a inne super i się zakochuję. Trzeba przeczekać te niedobre i liczyć na lepszy ciąg dalszy :)

    OdpowiedzUsuń