sobota, 20 lutego 2016

Ciasteczka migdałowo cytrynowe

Dziś chciałabym się podzielić z Wami przepisem na ciasteczka migdałowo cytrynowe. Przepis jest dość szybki i prosty nie licząc czasu leżakowania ciasta w lodówce i drogi przez mękę z wałkowaniem. Aby zrobić rzeczone ciasteczka, należy zaopatrzyć się w:
- 2 szklanki mąki,
- 3/4 szklanki cukru pudru,
- 15 dkg zmielonych migdałów,
- szczyptę cukru waniliowego,
- szczyptę soli,
- 1 cytrynę (nie od dziś wiadomo, że nie dajemy cytryny do ciasta, ścieramy jedynie z niej skórkę),
- 3 żółtka,
- 25 dkg masła.

Z powyższych składników należy zagnieść ciasto, zawinąć w folię
i schować na 45 minut do lodówki. Następnie wyciągnąć z lodówki srebrną kulę, urywać z niej małe kawałki ciasta, męczyć się z wałkowaniem i wykrawać gwiazdki/serduszka/samolociki lub inne ciekawe kształty. Ciasteczka należy piec w temperaturze 180 stopni przez kwadrans akademicki. Ciasteczka są pyszne, mają ciekawy cytrynowo-słonawy posmak i znikają w okamgnieniu.
 

czwartek, 11 lutego 2016

Tak bardzo zaczytana - Egzamin z oddychania

Moja biblioteka to miejsce magiczne. Dziwnym trafem wpadają mi w ręce książki za którymi albo chodziłam od dawna, albo same do mnie wołają: weź mnie do domu. Tym razem, była to książka Jana Jakuba Kolskiego pt. "Egzamin z  oddychania". Miałam na nią ochotę już od momentu kiedy się ukazała. A było to jakieś cztery lata temu. Pamiętam, że nawet przeglądałam ją w księgarni parokrotnie i odkładałam na półkę. widocznie to jeszcze nie był ten czas. Ten czas widocznie nadszedł teraz. Książka wzbudza skrajne emocje. Są ludzie którzy ją uwielbiają oraz ci którzy jej nienawidzą. Mnie ta książka urzekła swoją prostotą przeplecioną z górnolotnością. Nie brak tu sacrum i profanum. Wzniosłości i wulgarności. Jest to książka o miłości absolutnej. Takiej, która teoretycznie się nie zdarza, albo się zdarza raz na milion przypadków. Młoda kobieta, Muszelka, jako dwunastolatka upatrzyła sobie mężczyznę z którym już wtedy postanowiła spędzić życie. I dopięła swego. Po wielu latach się z nim związała. Ich związek był niesamowity. Pełen przygód, zdarzeń, skrajnych emocji. Coś takiego się raczej nie zdarza, a jak się zdarza to bardzo rzadko i jest nieakceptowane. Kolejnym powodem z jakiego spodobała mi się ta książka, jest wspaniałe ukazanie związku życia ze śmiercią, tematyki żydowskiej, odkupienia win czy wreszcie istnienia odcieni szarości pomiędzy czernią i bielą. Książkę polecam z całego serca, ale tak jak napisałam, musi być na nią odpowiedni czas.

środa, 10 lutego 2016

Tak bardzo zaczytana – Średniowieczne domy krakowskie



Dwa lata temu, zimową porą na lokalnym rynku wydawniczym niemalże zawrzało.  Ukazało się bowiem wspaniałe dzieło autorstwa Waldemara Komorowskiego skromnie zatytułowane Średniowieczne domy krakowskie (od lokacji miasta do połowy XVII wieku). Kamienice, pałace miejskie i rezydencje kanonicze. Trwałość gotyckiego modelu w nowożytności. Wtajemniczeni hurmem popędzili do pobliskich księgarni i praktycznie w przeciągu kilku dni, jeśli nie godzin wykupili cały nakład. Przyznam się szczerze, że mnie się udało kupić ostatni egzemplarz w ukochanej z czasów studenckich księgarni przy ul. Św. Anny. Pan Księgarz jak tylko zobaczył, jaką książkę wzięłam do ręki roześmiał się i powiedział rezolutnie, że praktycznie wszyscy przyszli po Średniowieczne domy krakowskie. I nie ważne, że inne książki szeptały „weź mnie”. Liczyło się tylko dzieło Waldemara Komorowskiego. Nie bez powodu. Monografia ta stanowi bowiem kompendium wiedzy na temat krakowskich pałaców, kamienic, domów kanonicznych oraz ich przemian od XIII wieku -  kiedy to miała miejsce lokacja Krakowa do połowy wieku XVII. W odróżnieniu do wielu publikacji dotyczących zabudowy miejskiej, książka ta zawiera bardzo obszerne rozdziały poświęcone badaniom, literaturze oraz opracowaniom, które nie były nigdy wcześniej opublikowane a są jakże ważne dla wiedzy o naszym pięknym mieście. Myślę, że  nie tylko miłośnicy historii, ale też zakochani w Krakowie ucieszą się z rozdziału poświęconego tłu historycznemu przemian naszej pięknej zabudowy. Po tych trudnych, aczkolwiek bardzo ciekawych rozdziałach przechodzimy do meritum. W poszczególnych rozdziałach, z olbrzymią precyzją autor opisuje prawie że poszczególne momenty życia danego budynku na przestrzeni wieków. Bardzo dużym plusem jest to, że w książce znajduje się ogrom ilustracji, zdjęć , map, makiet, rzutów budynków, inwentaryzacji architektonicznych, do których bardzo dokładne odwołania znajdują się w tekście. Swojego czasu myślałam nad tym, żeby pozaznaczać sobie zakładkami indeksującymi adresy poszczególnych kamienic i przejść się z książką na spacer architektoniczny. Myślę, że zrealizuję ten plan, jak tylko się ociepli. Średniowieczne domy krakowskie, dzięki lekkości pióra Waldemara Komorowskiego są książką nie tylko dla naukowców i badaczy zajmujących się architekturą (wiem z doświadczenia, że jak jakaś książka ma na okładce lub gdzieś wewnątrz zamieszczoną informację, że jest publikacją naukową budzi lekkie obawy, że będzie ciężka, trudna, nudna, itp. W tym wypadku obawy są bezpodstawne), ale też dla studentów, urbanistów, architektów, rzeczoznawców majątkowych czy budowlanych jak wreszcie dla miłośników Krakowa. Książkę przeczytałam niemalże jednym tchem, przerywanym ochami i achami przy spoglądaniu na przepiękne ilustracje. Jak już wspomniałam na początku notki, nakład rozszedł się błyskawicznie, ale to nie ma znaczenia bowiem powzięłam informację, że dobrzy ludzie się zlitowali nad miłośnikami architektury Krakowa i postanowili zrobić dodruk książki. Także jeśli ktoś byłby zainteresowany przytuleniem do serca swego Średniowiecznych domów krakowskich autorstwa Waldemara Komorowskiego, niech dokona transakcji życia. Dodam nieskromnie od siebie, że po cichu liczę na to, że dożyję dnia, w którym ukaże się dzieło Waldemara Komorowskiego poświęcone dalszej ewolucji krakowskich kamienic, stoją one po dziś dzień i wiele z nich pięknieje w oczach. 



średniowieczne domy krakowskie