sobota, 30 stycznia 2016

A może kawałeczek czekoladki? - Moser Roth Mousse au Chocolat Sauerkirsch-Chili

Podczas ostatnich zakupów w sieci zaintrygowała mnie czekolada gorzka z musem czekoladowym, nadzieniem kwaśnych wiśni i chili. Cudo to występuje pod marką Moser Roth. Po odpakowaniu eleganckiego opakowania, wielkim zdziwieniem było to, że zamiast zobaczyć czekoladę owiniętą w złotko/srebrko, ujrzałam pięć elegancko zapakowanych małych czekoladek. Bez namysłu sięgnęłam po jedną z nich. Tabliczka okazała się być bardzo elegancka i o ciekawym kształcie. Zapachowo była zwyczajna, ot pachniała gorzką czekoladą. Po przełamaniu, wyciekło co nieco nadzienia wiśniowego. Postanowiłam skosztować i pozwolić aby kawałeczek sam się rozpuścił. I tu uderzyła mnie feeria smaków: gorycz czekolady, słodycz musu czekoladowego, kwaskowa słodkość wiśni i niesamowita ostrość chili która pięknie spinała to wszystko niczym klamra. Jestem pod wrażeniem tej czekolady i z chęcią spróbuję inne przysmaki tej marki. 

 

piątek, 29 stycznia 2016

Tak bardzo zaczytana - Zaduch

Dokładnie tydzień temu podczas wizyty w pewnej księgarni wpadła mi w ręce książka Marty Szarejko pod złowieszczym tytułem Zaduch. Reportaże o obcości. Przejrzałam i odłożyłam na półkę. Jednak za kilka dni książka ta sama mi wpadła w ręce w mojej ukochanej bibliotece. Przeczytałam ją jednym tchem. Nie było tam jednak nic co by mnie jakoś strasznie zszokowało czy powaliło na kolana. Raczej smutno mi się zrobiło i jakoś tak szkoda ludzi. Nie tylko tych przedstawiomych w książce. Ale wszystkich tych, którzy tak bardzo pragną być akceptowani, zauważani, szanowani, doceniani, rozumiani i tak można by wymieniać bez końca. Istnieje taka teoria, że są na tym świcie ludzie którzy nie czują się akceptowani nigdzie. Coś w tym chyba jest. To wylewa się praktycznie z każdej z opowieści przedstawionej w książce. Każdy z bohaterów wyruszył do miasta w celu poszukiwania lepszego jutra, lepszego życia. Praktycznie wszyscy popadli w jakieś uzależnienia, zaczęli robić coś,  co zdaniem wielu jest jakimś wynaturzeniem czy dziwactwem. Wszyscy w jakiś sposób próbują za wszelką cenę ukryć to kim są, i nie ważne czy przed rodziną i znajomymi z miasteczek/wiosek z których pochodzą czy nowymi ludźmi poznanymi w większych miastach. Wszyscy próbują tak naprawdę uciec przed sobą. A to jest niemożliwe. Bo nie ucieknie się przed sobą. Książka ma różne opinie ale tak czy tak uważam, że warto ją przeczytać, choćby dlatego, że można odnaleźć w niej jakąś cząstkę siebie.

niedziela, 24 stycznia 2016

A co tu tak pachnie? - Moonlight Yankee Candle

Nadszedł czas żeby wreszcie zapoznać się z kolekcją  Q1 2016 Yankee Candle. Mój wybór padł na Moonlight. Zgodnie z obietnicami producenta, powinny znajdować się w nim nuty paczuli, drzewa sandałowego i bambusa. Na sucho wosk pachnie dość przyjemnie (momentami cytrynowo) i świeżo. Natomiast po rozpaleniu ma w sobie coś nieprzyjemnie drażniącego. Cały urok tego, co oczarowało mnie na sucho, szybko zniknęło. Pomimo iż w Moonlight znajdują się jedne z moich ulubionych nut zapachowych, tym razem jestem niezadowolona. 



sobota, 23 stycznia 2016

A może kawałeczek czekoladki? - Ritter Sport Honig-Salz-Mandel

Wygląda na to, że potrzebuję coraz to nowych czekoladowych doznań. W trakcie poszukiwań natrafiłam na mleczną czekoladę z miodem i z solonymi migdałami Ritter Sport. Bez namysłu postanowiłam ją zamówić. Paczka ze słodkościami przyszła jakiś czas temu, ale dopiero teraz postanowiłam dopaść tę czekoladę. Po rozerwaniu opakowania, uderzył mnie piękny, miodowo-mleczny zapach. Od razu przystąpiłam do konsumpcji. Czekolada w smaku jest przyjemnie słodka, migdały delikatnie chrupiące, a sól nienachalna. Ostatecznie nie wzbudziła wielkiego zachwytu, ale też nie zniechęciła. 

 

wtorek, 12 stycznia 2016

Tak bardzo zaczytana - Zabijemy albo pokochamy. Opowieści z Rosji.

Kilka dni temu, podczas wizyty w ulubionej w bibliotece wpadła mi w ręce książka Anny Wojtachy "Zabijemy albo pokochamy. Opowieści z Rosji." Szczerze powiedziawszy, od razu jak tylko wzięłam tę książkę do ręki, czułam, że będzie to mocna rzecz. I tak też było. Książka składa się z kilku opowieści - historii życia (na pozór) zwykłych ludzi żyjących w Rosji. Poznajemy budowniczych rurociągu Gazpromu, kombatanta wojny w Czeczenii, bezdomnego z Ułan Ude, moskiewską prostytutkę czy też snajpera Specnazu. Książkę czytało się bardzo dobrze, momentami łapałam się na tym, że jestem w Rosji razem z Anną Wojtachą, że razem plątamy się po Rosji i przeżywamy niesamowite przygody. Nie bez znaczenia pozostaje też fakt, że autorka poświęciła w książce sporo miejsca sprawom bardzo osobistym, czyli swojemu związkowi z Ogim, którego poznała w pociągu. Reasumując, bardzo polecam tę książkę nie tylko miłośnikom Rosji, ale przede wszystkim tym, którzy mają o tym kraju niezbyt dobre zdanie wyrobione w oparciu o to, co jest bezmyślnie klepane zarówno w mediach jak i w różnych rozmowach przy herbacie.

niedziela, 10 stycznia 2016

Pierniczki cynamonowo imbirowe

Co prawda jest już po Świętach, więc według tradycjonalistów, upieczenie pierniczków może stanowić co najmniej wykroczenie (o ile nie przestępstwo). W piątek w nocy, postanowiłam, że upie  pierniczki. Jeżeli jednak nie upiekłabym, to byłabym prawie że chora. Wczoraj rano, szybko sprawdziłam co mam w kuchni i potem udałam się na zakupy uzupełniające do pobliskich delikatesów. Po powrocie szybko zabrałam się do pracy. Wyciągnęłam ukochaną Ikeowską zwijaną silikonową stolnicę, wysypałam na nią szklankę mąki, 1/3 szklankę cukru pudru, łyżeczkę sody, wbiłam 1 jajko, dodałam 50 gram masła (jak dobrze, że są te małe 100 gramowe osełeczki), łyżkę cynamonu, pół łyżki imbiru i 2 łyżki kwaśnej 18% śmietany. Przystąpiłam do wyrabiania ochoczo podsypując sobie mąką w miarę potrzeby. Po wyrobieniu ciasta, podzieliłam je na małe kule, kolejno rozwałkowywałam je i wykrawałam serduszka, kwiatki i gwiazdeczki (żałując srogo, że nie mam foremek w kształcie samolotów, bowiem przed Świętami ktoś wrzucił na jedną z facebookowych fanpage'ów które obserwuję ciasteczka samoloty, które niesamowicie mi się spodobały). Następnie ułożyłam pierniczki na blasze, przyozdobiłam resztką maczku kolorowego i wsadziłam do piekarnika rozgrzanego do czerwoności 180 stopni na 10 minut.  Takie pierniczki warto mieć zawsze zachomikowane w kuchni, bo nigdy nie wiadomo kiedy się przydadzą (pisali o tym w jednym z podręczników) tudzież zachce się nam coś słodkiego. Tym razem (muzycznie) towarzyszył mi  spokojny i melancholijny głos Sade toczący się z głośników, co dobrze wpłynęło na proces przygotowawczy, bo poprzednim razem jak słuchałam ścieżki dźwiękowej z Helikoptera w ogniu to było zupełnie inaczej, co nie zmienia faktu, że też było fajnie.

pierniczki świąteczne
 

wtorek, 5 stycznia 2016

A może kawałeczek czekoladki? - Zotter Goji Berries in Sesame Nougat

W moim barku pełnym różności ukryła się wegańska czekolada sojowa wypełniona jagodami Goji zatopionymi w sezamowym nugacie od mojego ulubionego Zottera. Co jak co, ale skład jest iście zabójczy dla alergika. Na ten moment nie mam wiedzy, żebym była uczulona na sezam, ale ponoć alergia przychodzi nagle. Ale wracając do tematu, tradycyjnie rozerwałam złotko, powąchałam czekoladę, która tym razem pachniała nijak (pewnie przez tę soję) i odłamałam kawałeczek. Brak zapachu zrekompensowała piękna kolorystyka: ciemny brąz czekolady, lekki beż sezamu, zieleń nugatu oraz poumieszczane gdzieniegdzie (jakże modne) piękne, bordowe jagody Goji. Następnie przyszło rozczarowanie, bowiem w smaku czekolada jest nijaka, płaska, wręcz smakuje jak karton. Niestety, ale jestem zdecydowanie na nie. 




niedziela, 3 stycznia 2016

A może kawałeczek czekoladki? - Arabian dates with mint Zotter

Jakiś czas temu odwiedziłam drugi sklep w Krakowie w jakim to dostępne są moje ulubione czekoladki Zottera. Tym razem wybrałam Arabian Dates with Mint. Po rozpakowaniu moim oczom ukazała się piękna, kształtna, gruba tabliczka czekolady pachnąca świeżo zerwaną miętą. Przełamałam ją na pół i moim oczom ukazało się dwukolorowe (brązowo-żółtawe) nadzienie. Od razu przystąpiłam do konsumpcji. Pierwszy kawałeczek czekoladki rozpływał się w ustach feerią smaków. Słodyczą mlecznej czekolady, goryczką daktyli i alkoholu oraz niesamowitą świeżością mięty. Drugi kawałek postanowiłam pogryźć. Był cudnowny i dość przyjemnie chrupiący. Czekolada bardzo przypadła mi do gustu i mam nadzieję, że kiedyś do niej powrócę. 
Zotter

sobota, 2 stycznia 2016

Tak bardzo zaczytana - Spowiedź selekcjonera

Długo biłam się z myślami czy i co napisać o książce pt. Spowiedź selekcjonera, którą zakupiłam i przeczytałam po raz pierwszy jakieś 1,5 roku temu pod wpływem notki na jednym z moich ulubionych blogów.  Wczoraj postanowiłam sobie zrobić małą powtórkę lektury. Biorąc pod uwagę, że mieliśmy akurat Nowy Rok, więc dość dobrze wpasowała się w panujący wokół poimprezowy klimat. Spowiedź selekcjonera jest biografią Marcina Twardowskiego, który pracował przed laty w jednym z najbardziej znanych klubów w Warszawie jako selekcjoner.  Człowiek od którego zależy czy wejdzie się czy nie na imprezę. W książce co prawda zmienione są nazwy oraz personalia osób zaangażowanych ale "przy byciu na bieżąco"  można się domyśleć o jakie miejsce i o jakie znane osobistości chodzi. Książka ta jest szczera aż do bólu. Brutalnie pokazuje rzeczywistość, która dla wielu wydaje się super przyjemna, no bo przecież skoro ktoś ma tyle pieniędzy i tyle imprezuje, a dodatku pracuje w miejscu w którym ma kontakt z tyloma ważnymi (znanymi, ciekawymi, z którymi należy się liczyć, itp.) osobami to ma przecież super i nie powinien narzekać. Tak niestety jednak nie jest. Na początkowych kartach, dowiadujemy się, jak to się wszystko zaczęło, jak główny bohater pracował za granicą, parokrotnie wracał do Polski, aby w końcu osiąść tu na stałe i rozpocząć  bardzo szybkie, szalone i destrukcyjne życie pełne często niebezpiecznych i ryzykownych przygód. Książka jest  mocna i szokująca. Ale zakończenie daje do myślenia. Zmusza do zastanowienia się nad sobą. Książkę tę powinno się przeczytać nie tylko po to, aby zobaczyć jak wygląda nocne życie w stolicy, ale przede wszystkim jako przestrogę. Przestrogę przed tym, co może stać się z człowiekiem dzięki szybkim pieniądzom, alkoholowi i narkotykom