piątek, 30 grudnia 2016

Podsumowanie 2016 roku

Jako że koniec roku za pasem, nadszedł czas podsumowań. Ogólnie rzecz biorąc 2016 rok był dość trudny, bogaty w przeróżne doświadczenia, zmiany, wydarzenia. Powiem szczerze, że mijający rok był czasem w którym po wielokoroć upadałam i wstawałam z kolan. Momentami czułam się jak na rozpędzonej kolejce górskiej. Nie będę się aż nadto rozpisywać o sprawach życiowych, a przytoczę natomiast co nieco z tego, co mnie uderzyło bądź zaskoczyło na poletku literacko filmowym. Pod tym względem rok mogę zaliczyć do udanych. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek tak często bywała w kinie jak w mijającym 2016 roku. Najbardziej zapadły mi w pamięć obydwie tegoroczne części Pitbulla, choć powiem szczerze, że najnowsza - Niebezpieczne kobiety nie do końca przypadła mi do gustu. Bardzo podobał mi się film Jak zostać kotem na który poszłam z moją toruńską przyjaciółką Marysią. Obie spłakałyśmy się jak bobry. Do łez ubawiłam się na najnowszej Bridget Jones. Wychodząc z seansu najnowszego Jasona Bourne miałam poczucie straconego czasu, albowiem chyba już z Jasona najnormalniej w świecie wyrosłam. Z początkiem roku byłam też z moją imienniczką na filmie Zupełnie Nowy Testament - i tu też obie się popłakałyśmy. Nie mogę też tu nie przytoczyć filmu na którym sala była nabita do granic możliwości, czyli Ostatnia Rodzina poświęcona Beksińskim. Największym rozczarowaniem filmowym o którym bardzo szybko zapomniałam był natomiast Czerwony Kapitan. Jeżeli zaś chodzi o książki to też było bardzo, bardzo dobrze. Większość z tych, co przeczytałam mi się bardzo podobało, choć nie wszystkie znalazły się na blogu. Z książek tu opisywanych,  nie mogę  nie przytoczyć  wielkiej czwórki (Nielegalni, Niewierni, Nieśmiertelni, Niepokorni Vincenta Severskiego - to były najlepsze książki jakie przeczytałam w mijającym roku. Klasa sama w sobie. Wesołym przerywnikiem pomiędzy gatunkami, które lubię najbardziej była zabawna Siła Niższa Marty Kisiel. Uwielbiam jednego z bohaterów tej książki - jakby ktoś jeszcze nie wiedział, mam na myśli Licho, nieco niezdarnego Anioła, który uwielbia robić bamboszki oraz sprzątać robiąc przy tym więcej szkody niż pożytku. Do książek o których nie wspominałam na blogu, a zapadły mi w pamięć, dały do myślenia, zmieniły ogląd na pewne sprawy itp. należą m.in. Rehab, Litacja i Rehabilitacja Wiktora Osiatyńskiego. Dość dobrze, choć momentami ciężko się czytało. Ale dzięki tym książkom wiem już czego nie chciałabym nigdy doświadczyć w swoim życiu. W momencie gdy było dość sporo różnych tegorocznych zawirowań, w moje ręce dostała się książka mjr. Arkadiusza Kupsa poświęcona 56 Kompanii Specjalnej. Nie dość, że książka sama w sobie jest bardzo dobra,  to jeszcze dedykacja od p. Arkadiusza niesamowicie podniosła mnie na duchu. Służby specjalne Patryka Vegi też czytało mi się świetnie, zwłaszcza że interesuje mnie ta tematyka. Powiem szczerze, że na pewno coś by się jeszcze znalazło, ale naprawdę już sobie nic nie przypomnę. Być może warto by było robić listę książek przeczytanych wraz z jakimś małym oznaczeniem graficznym/liczbowym czy i na ile mi się podobały. Reasumując, to był kulturowo bardzo dobry rok. 

czwartek, 29 grudnia 2016

A może kawałeczek czekoladki? - Mleczna czekolada z truskawkami Karmello

W tym roku, pod choinkę dostałam dość dużo słodkości. Między innymi czekoladę z truskawkami Karmello. Jest to bardzo delikatna, pyszna mleczna czekolada przyozdobiona liofilizowanymi kawałkami truskawek. Nie dość że jest bardzo piękna z wyglądu, elegancko zapakowana to do tego niesamowicie pyszna. Dawno nie jadłam czegoś tak jednocześnie prostego i dobrego.

 

środa, 28 grudnia 2016

Tak bardzo zaczytana - Niepokorni

Przez święta udało mi się przeczytpowieść Niepokorni czyli  zwieńczenie serii napisanej przez Vincenta V. Severskiego. Zarówno wydawca na okładce jak i rozliczni szcześliwcy, którym dane było przeczytać tę książkę wcześniej, ostrzegali, że ta jest o wiele mroczniejsza niż słynna trylogia N. Muszę przyznać im rację. Powieść jest naprawdę mroczna a przy tym nieprzyzwoicie dobra. Co prawda akcja toczy się w niej wolniej niż w pozostałych, ale właśnie to spowolnienie tworzy swoisty klimat zagrożenia, niepewności, napięcia. Momentami nie wiedziałam, czy nadal czytam książkę, czy jakieś dokumenty których widzieć nie powinnam z powodu posiadania niewystarczających uprawnień. Tak jak wspomniałam, czytało się bardzo dobrze, wręcz doskonale. Pod sam koniec powieści, prawie że miałam  łzy w oczach i jeszcze przez dwa dni po zakończeniu lektury nie mogłam dojść do siebie. Jeżeli będzie jakakolwiek kontynuacja serii, to mam nadzieję, że mój ulubiony bohater się tamże pojawi. 

sobota, 24 grudnia 2016

czwartek, 22 grudnia 2016

25 książkowych faktów o mnie

Uwielbiam czytać notki z cyklu (...) faktów o mnie, toteż zainspirowana do głębi notką u Klaudyny postanowiłam zrobić wreszcie po kilku latach prowadzenia bloga takową notkę u siebie. Ta notka będzie książkowa. Być może jak się rozkręcę, pojawią inne faktograficzne notki z liczbą i zwrotem "o mnie" Żeby nie przedłużać, lecimy z koksem.

1. Nauczyłam się czytać w wieku 4 lat za sprawą mojej Babci, która to dzielnie dotrzymywała mi czasu gdy Rodzice byli w pracy. Zdarzało się, że podczas spacerów, widząc napisy na murach, mówiłam: nie patrz tam Babciu bo tam jest brzydkie słowo. skąd wiedziałam, że jest brzydkie, nikt tego nie potrafi wyjaśnić. Być może stąd, że nikt tak przy mnie nie mówił, więc założyłam sobie, że jest to brzydko i już.

2. Jak jakiś fragment, sformułowanie w książce mi się spodoba to zdarza mi się go przepisywać do notatnika, który nazwałam radośnik albo też czytam go kilkukrotnie na głos.

3. Uwielbiam chodzić do biblioteki. Za czasów dziecięcych oraz licealnych byłam stałą bywalczynią biblioteki miejskiej oraz szkolnej w rodzinnej miejscowości. A odkąd zamieszkałam w Krakowie to wypożyczałam co nieco w bibliotece uczelnianej albo też w śródmiejskiej. Jakieś 2 lata temu, jeden z jej oddziałów zmienił lokalizację i ku mojej radości na tę, co jest bardzo blisko mojego miejsca zamieszkania.

4. Nie mam problemu z czytaniem kilku książek na raz. Często mi się zdarza czytać 2-3 książki na raz. Zarówno beletrystykę jak i książki niezbędne do pracy. Nie mieszają mi się bohaterowie/fakty. 

5. Zdarza mi się, że po przeczytaniu książki utożsamiam się z jakąś postacią.  Za czasów dzieciństwa, była to Lisa z Dzieci z Bullerbyn. Pamiętam, że lekko przearanżowałam swój pokój na taki, jak miała Lisa. A jej miłość do zakładek, pozostała mi do dziś. 

6. Jak tylko przeczytam w jakiejś książce, że bohater lubi coś co ja lubię to robi mi się ciepło na sercu i przelewam to uwielbienie na autora. Może zabrzmi to dość próżnie, ale skoro mój wspaniały autor wyraża się w superlatywach o czymś, co ja uwielbiam, to musi być to naprawdę dobre. 

7. Jako miłośniczka pięknych zapachów, uwielbiam wątki/wspomnienia/napomknięcia o perfumach w książkach. Ostatnio jak przeczytałam w jednej z książek  V. Severskiego, że moja ulubiona bohaterka skropiła się Escentric Molecule, które kocham, to uznałam, że muszę udać się do perfumerii i zakupić kolejny flakonik. Te perfumy są wspaniałe. 

8. Lubię czytać w każdej formie. Zarówno książki tradycyjne jak i ebooki znajdują moje uznanie. Nawet czasem wolę ebooki - szczególnie wtedy jak książka ma bardzo dużo stron a ja zabieram ją na wyjazd. 

9. Jak jakaś książka posiada adaptację filmową, wolę najpierw przeczytać, a później obejrzeć film. Bardzo często jest tak, że stwierdzam wtedy, że książka była lepsza. Jak czasem zdarzy mi się zrobić odwrotnie, to też stwierdzam, że jednak książka. 

10. Uwielbiam wąchać książki. Wiem, że nie jestem jedyną wąchaczką. Co więcej, uwielbia też je głaskać i przytulać. Ale robię to tylko z własnymi książkami. Nigdy z pożyczonymi.

11. Czuję się dziwnie jak znajduję jakieś ślady na pożyczonych książkach. Często mi się zdarza, że na książce z biblioteki znajduję jakieś okruchy, plamy itp. Ostatnio były to plamy krwi (brrr) oraz jakieś okruszyny z chipsów. 

12. Nigdy ale to nigdy nie przywłaszczyłam sobie książki.  Uważam to za kradzież. Kiedyś pożyczyłam książkę koledze. Jak się upomniałam, żeby mi ją oddał, to powiedział, że ją zagubił i w ramach przeprosin przyniósł mi książkę S. Kinga którego nie lubię. Powinien był mi odkupić tę co przywłaszczył (stąd wiem, że przywłaszczył, bo widziałam tę książkę u  niego pod stertą papierów). Powiedziałam mu o tym, że wolałabym żeby odkupił, na co odparł, że przecież ją już przeczytałam, więc o co chodzi. No chamstwo nad chamstwa. 

13. Lubię przekazywać książki, do których już nie wrócę, lub które z jakichś powodów źle mi się kojarzą bibliotece w darze. Bo ktoś jeszcze z nich skorzysta i się ucieszy, a ja pozbędę się balastu lub zrobię miejsce na nowe książki. 

14. Uwielbiam rozmawiać o książkach choć czasem można się przy tym nieźle pokłócić, ale to są takie nieszkodliwe kłótnie.

15. Bardzo, ale to bardzo lubię chodzić na spotkania autorskie. Zawsze wtedy proszę o autograf albo robię sobie zdjęcie z autorem i mówię mu o swojej opinii na temat książki. 

16. Jak zamawiam książki bezpośrednio od wydawcy/autora to zawsze proszę o osobistą dedykację. Wtedy książka jest bardziej "moja". 

17. Dość często zdarza mi się płakać lub śmiać do rozpuku jak czytam. Dlatego też wolę czytać jak jestem sama w domu, żeby nikt tego nie przyuważył. Nie lubię obnażać się emocjonalnie, bo to może spowodować komentarz: to tylko książka, albo inne takie.

18. Często zdarza mi się po wieczornym czytaniu mieć realistyczne sny o tym co przeczytałam lub co więcej, brać udział w akcji. Z reguły po takich snach budzę się dość zmęczona lub ze swoistym dziwnym uczuciem, że mogłam rozegrać to inaczej. 

19. Jedynym środkiem transportu w jakim mogę czytać jest pociąg lub tramwaj. W innych, od razu zaczynam czuć się okropnie,  więc rzadko czytam podczas jazdy. 

20. Zdarzyło mi się kilka razy przestać lubić lub wręcz znienawidzić książkę przez jakąś osobę. Ostatnio był to Pan Wołodyjowski oraz Piąta Fala. Ale żeby pisać dlaczego tak się stało to temat na osobną notkę.

21. Nie lubię jak w książce jest za dużo wulgaryzmów. Człowiek próbuje oduczyć się używania brzydkich słów, bierze do ręki książkę i chcąc nie chcąc natrafia na obelżywe słowa. Czasem takie wulgaryzmy mają swoje zadanie w książce, ale jak jest ich za dużo to już jest niedobrze.

22. Część moich znajomych pisze książki. Prawie zawsze je kupuję, biorę autograf i  czytam. Proszona czy też nieproszona, wyrażam swoją opinię po przeczytaniu (bo w końcu autorzy piszą książki dla czytelników a nie dla siebie). Dość często spotykam się z tymi ludźmi na imprezach i wcale nie rozmawiamy przez cały czas o książkach. Uwielbiam tę ekipę i już. 

23. Bardzo nie lubię jak ktoś niszczy książki, zagina ich rogi, pisze o nich długopisem itp. Sama staram się delikatnie obchodzić z książkami i tego samego wymagam od innych.

24. Chciałabym kiedyś napisać swoją książkę lub "robić w książkach". Nie chodzi mi o pracę w bibliotece tylko np. w wydawnictwie/księgarni/marketingu wydawniczym. 

25. Najgorszą karą byłoby dla mnie odebranie mi możliwości czytania. I nie ważne czy jako sankcja karna czy niemoc spowodowana chorobą. 




wtorek, 20 grudnia 2016

A może kawałeczek czekoladki? - Weihnachts Chocolade Lindt

Jako że idą święta, postanowiłam spróbować kolejnej sezonowej czekolady. Tym razem padło na świąteczną czekoladę Lindt o 70% zawartości kakao z domieszką kolendry i cynamonu. Szczerze powiedziawszy, od pierwszego rozerwania sreberka coś mi nie podchodziła owa czekolada. Sreberko utargało się dość brzydko, zapach czekolady b taki sobie. Po spróbowaniu małego kawałeczka uznałam, że szału bez. Zwykła, tłusta, prawie że bez wyrazu ni to gorzka ni to półsłodka czekolada. Schowałam ją zatem do barku i może doczeka się lepszych czasów. Kiedyś tam zjem, bo co tu  innego począć. Mam czas do marca, kiedy to upływa termin ważności.

 

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Tak bardzo zaczytana - Nieśmiertelni

Wczoraj późną nocą skończyłam czytać Nieśmiertelnych ukochanego Vincenta Severskiego. Prawie że z  kołataniem serca przewróciłam ostatnią stronę i długo nie mogłam zasnąć. Jak udało mi się jednak przymknąć oczy,  to niemalże od razu, na granicy jawy i snu brałam udział w jakiejś akcji niemalże żywcem wyjętej z powieści. Nie muszę mówić, że po przebudzeniu byłam piekielnie zmęczona. Niczym Konrad, Ela, Witek, M-Irek i reszta ulubionej załogi po powrocie z Iranu. Przechodząc do rzeczy, chciałam Wam powiedzieć, że jestem pod niesamowitym wrażeniem kunsztu  pisarskiego Pana Vincenta. Bohaterowie z powieści na powieść ewoluują, rozwijają się. Czasem  dosłownie czasem między wierszami dowiadujemy się wielu faktów na temat bohaterów. Dzięki temu możemy lepiej ich poznawać, rozumieć motywy działania czy sposób myślenia. I chyba nie muszę mówić, że akcja toczy się w sposób doskonały, czasem w zawrotnym tempie a czasem bardzo powoli. Tak jak być powinno. Wprost niewiarygodne jak można tak nieprzyzwoicie dobrze pisać. Na święta zostawiłam sobie do przeczytania NIepokornych. I proszę, i krzyczę, że chcę jeszcze.

niedziela, 18 grudnia 2016

A może kawałeczek czekoladki? Gebrannte Mandel Ritter Sport

Jak to u mnie bywa, uwielbiam limitowane/ sezonowe edycje przeróżnych produktów. Poczułam chęć na takowy i pierwsze co przyszło mi na myśl to czekolady. Poszperałam sobie troszkę po sieci i zamówiłam  słodycze w jednym ze sklepów internetowych z niemieckimi słodyczami. Jak tylko przyszła paczucha to od razu ją rozpakowałam. Na pierwszy ogień poszła czekolada mleczna z karmelizowanymi kawałkami migdałów Ritter Sport. Ową tabliczkę wzięłam na zajęcia bo głód wiedzy powoduje u mnie to, że kiszki szalenie marsza mi grają. Na przerwie rozerwałam opakowanie i obwąchałam czekoladę niczym piesio poszukujący białego proszku w bagażach podróżnych na lotnisku. Czekolada pachniała mlecznie, świeżo i słodko. Połamałam na kawałeczki. Pierwszy kawałeczek jak to zwykle bywa, miał możliwość swobodnego rozpuszczenia się u mnie w paszczęce. Po dosłownie paru sekundach, zalała mnie totalna słodycz. Nawet delikatne drapanie migdałów w język tu nie pomogło. Czekolada po prostu nie przypadła mi do gustu. Za to moim koleżankom ze studiów wprost przeciwnie. Były nią zachwycone i dopytywały się co to za cudo i gdzie można kupić. Z uśmiechem powiedziałam gdzie i dodałam,  że chyba w części ciała gdzie słonko nie dochodzi mi się przewraca jeśli chodzi o słodycze. Albowiem jestem na nie, jeśli chodzi o tę czekoladkę.

czwartek, 15 grudnia 2016

A co tu tak pachnie? - Archives Kringle Candle

Niedawno wybrałam się do jednego z bardzo miłych sklepików i zakupiłam tam wosk Kringle Candle o wdzięcznej nazwie Archives. Zgodnie z obietnicami producenta, winniśmy poczuć nuty górskiego lasu, dymu, kadzideł i orientalnych liści tytoniu. Na sucho wosk pachnie bardzo ciepło, otulająco, przyjemnie. Po rozgrzaniu zapach jest dużo intensywniejszy ale nadal bardzo przyjemny. Ani trochę nie jest męczący. Ponadto daje się wyczuć też delikatny, świeży skórzany zapach. Jest to idealny towarzysz do czytania książek. Szczególnie tych o tematyce bliskowschodniej. 


 

czwartek, 8 grudnia 2016

Tak bardzo zaczytana - Niewierni

Wczoraj późną nocą skończyłam czytać Niewiernych czyli kontynuację powieści szpiegowskiej Nielegalni. Ku mojej radości, w Niewiernych, spotkałam wielu ciekawych i znajomych bohaterów z którymi zapoznałam się już w pierwszej części. Książkę przeczytałam niemalże jednym tchem, podobnie jak poprzednią. Akcja powieści toczy się dość szybko i mocno trzyma w napięciu -  coś co lubię. Po przeczytaniu obu książek, mogę śmiało powiedzieć, że moją ulubioną bohaterką kobiecą została Sara. Jeśli chodzi o bohatera męskiego - tu będzie trudniej, bo zarówno moje serce podbił nieoceniony duet M-Irek jak i Konrad. Ale jeszcze moją uwagę przykuło to, jak autor pięknie potrafi pisać o miłości i bliskości. Rzadko kiedy zdarzyło mi się natrafić na tak delikatne i subtelne opisy dotyczące tych kwestii, które wyszły spod piór współczesnych pisarzy. A słowo "najmileńszy" chyba na stałe trafi do mojego słownika.

wtorek, 6 grudnia 2016

Tak bardzo zaczytana - Nielegalni

O Vincencie Severskim oraz jego książkach usłyszałam już dość dawno. Jednakże nie było sposobności, aby się zapoznać z nimi bliżej. Dopiero po tym jak około miesiąc temu w jednym z sobotnich programów śniadaniowych zobaczyłam materiał poświęcony Panu Vincentowi uznałam, że czas najwyższy sięgnąć po jego prozę. Pamiętam jak dziś, że siedziałam i wpatrywałam się w telewizor jak sroka w kość. Nie mogłam oderwać oczu od autora, poza tym ten jego głos, taki piękny, ciepły i lekko zachrypnięty, mrr. Od razu pomyślałam o tym, że fajnie by było jakby sam Pan Vincent mnie odwiedził i przeczytał mi swoje książki. Pełna wigoru poszłam więc w poniedziałek do pobliskiej biblioteki i od razu wypożyczyłam Nielegalnych, a  pozostałe sobie zarezerwowałam i już nie mogę się doczekać, aż będą tymczasowo moje. Nielegalni to pierwsza część misternie skonstruowanego thrilleru szpiegowskiego, osadzonego w realiach działalności polskich służb specjalnych. Ktoś, kto ma w głowie zakodowany obraz panów nazywanych potocznie "smutnymi" (co niesamowicie mi zgrzyta jak tylko to słyszę) wpadających z drzwiami o piątej rano do mieszkania nieziemsko przy tym wrzeszcząc  np. gleba (i tu pada tona przekleństw),  mocno się rozczaruje. Nic takiego tu nie ma. Co prawda jest to powieść, ale jak ktoś ma nieco większą wrażliwość i czyta książki w odpowiedni sposób to zobaczy tu, że praca w służbach to nie jest dobra zabawa, tylko bardzo ciężka i stresująca praca nieraz polegająca na długim przebywaniu w niekomfortowych, stresujących warunkach czy przerzucanie ton dokumentów. Jednym słowem książkę przeczytałam jednym tchem, zarywając na nią niejedną noc i zaraz zabieram się za kolejną część czyli za Niewiernych (tak, tak, właśnie przed chwilą odebrałam z biblioteki)

sobota, 3 grudnia 2016

A może kawałeczek czekoladki? - Winter Schokolade Vivani

Wczoraj wieczorem wybrałam się do Almy z nadzieją, że zakupię naręcz czekolad w promocyjnych cenach. O święta naiwności - nie było tam prawie nic. Niezrażona tą przygodą, opuściłam Almę i udałam się do pobliskiego sklepu ekologicznego. Szybko pobiegłam do półki z czekoladami i porwałam niczym kidnapper zimową czekoladę bio od Vivanii. Ze swoją zdobyczą, a także kupionymi przy okazji miodami podeszłam do kasy, gdzie wdałam się w dyskusję z panem, który narzekał, że pomidory suszone rzekomo zawierały w sobie wielką ilość soli. Nie dał mi się przekonać, że w pomidorach jest sól sama z siebie i że ja tę sól wyczuwam. No nic. Zostawmy te dywagacje. Pospiesznie opuściłam sklep bo pani chciała już zamykać.  Doszłam w końcu do domu, zrobiłam sobie kawę i zasiadłam na sofie krzepko dzierżąc czekoladę w dłoni. Po otwarciu sreberka, poczułam przyjemny piernikowo czekoladowy zapach. Przystąpiłam do konsumpcji. Moje usta wypełniła przyjemna, nugatowo piernikowa słodycz. Mocna, aczkolwiek nienachalna. Moje serce podbiły duże kawałki ciasteczek korzennych, które pod naciskiem zębów wesoło strzelały w ustach. Czekolada jest przepyszna i na pewno umili niejeden zimowy wieczór miłośnikom tego przysmaku.

vivani

piątek, 2 grudnia 2016

A co tu tak pachnie? - Cozy sweater Yankee Candle

Po dłuższej przerwie, z nieskrywaną radością sięgnęłam do pachnącego pudełka i wyciągnęłam z niego Cozy Sweater od Yankee Candle. Producent solennie obiecuje nam, że wyczujemy tu piżmo, paczulę, płatki róż i bursztyn (zachodzę w głowę jak pachnie bursztyn) a także, że kolor wosku inspirowany jest ciepłym, miłym sweterkiem. Po takim opisie zwizualizowałam sobie  świąteczną scenkę o której wspominała moja pracowa koleżanka, którą serdecznie pozdrawiam. Na sucho wosk pachnie dość delikatnie aczkolwiek ma w sobie nuty, które po rozpaleniu mogą stać się nieznośne. Na szczęście po rozpaleniu nic takiego się nie dzieje. Wręcz przeciwnie. Całe mieszkanie zaczyna otulać przyjemny, ciepły zapach. Chwilo trwaj. A tak poważnie to ten wosk nadaje się do palenia raczej w jesienno-zimowe słotne i ciemne wieczory. W lecie mocą swą mógłby zabić.

cozy sweater
 

niedziela, 27 listopada 2016

Tak bardzo zaczytana - Wschód

Ostatnio wpadła mi w ręce książka Andrzeja Stasiuka zatytułowana Wschód. Przeczytałam co prawda jednym tchem i bardzo dobrze się czytało. Skłamałabym jakby było inaczej. Taka nostalgiczna powieść drogi. Zapis podróży na wschód. Nie tylko Polski, ale też Europy i Azji. Wiele tam emocji, wspomnień, przeżyć. Nie to, co autor widział jest tu najważniejsze. Najważniejsza jest pamięć i to co powraca w głowie autora. Podróż zaczyna się od Podlasia, gdzie autor spędzał dzieciństwo u dziadków. Podlasia, które też zajmowało do tej pory miejsce w moim sercu. Podlasia, którego już chyba nie lubię za sprawą pewnego niegodziwca. Być może kiedyś na nowo pokocham Podlasie. Ale pewnie nieprędko.

niedziela, 13 listopada 2016

Tak bardzo zaczytana - Bajki dla dzieci gangsterów

Ostatnio cierpię na jakąś niemoc czytelniczą. Co zajdę do księgarni - nic mi się nie podoba, co zajdę do biblioteki - dokładnie to samo. Co wezmę książkę ze swojej biblioteczki - tu też nie lepiej. Aż w końcu wynorałam z czeluści rzeczonej bliblioteczki niezbyt obszerną książeczkę napisaną przez dwóch dziennikarzy - Marcina Przewoźniaka i Rafała Pasztelańskiego "Bajki dla dzieci gangsterów". Pamiętam (a ponadto świadczy o tym data wydania), że kupiłam ją jeszcze na studiach. Wbrew tytułowi, nie jest to raczej książka dla małych dzieci. Jest raczej dla tych większych. Napisana przystępnym, stylizowanym na język właściwy dla bajek, stanowi zbiór krótkich historii poświęconych polskiej przestępczości zorganizowanej. Jak widać, w tym temacie można też pisać w humorystyczny, lekki sposób. Ciekawe tylko jak do tego podchodzą dramatis personae.

środa, 2 listopada 2016

Tak bardzo zaczytana - Siła niższa

Na tegorocznych Targach Książki był istny Armagedon. Niestety nie udało mi się kupić zbyt wielu książek. Jedynie (a wręcz aż) udało mi się zakupić wspaniałą Siłę Niższą autorstwa przesympatycznej Mary Kisiel. Długo czekałam na kolejne przygody Konrada i jego jakże barwnych współlokatorów dożywotników spośród których najbardziej kocham Licho. Podczas lektury zaśmiewałam się do rozpuku. Muszę przyznać, że zdarzyło mi się ze dwa razy uronić łezkę wzruszenia. Książka jest nie tylko bardzo wesołym i przyjemnym czasoumilaczem. Jest też pełna mądrych i życiowych wskazówek na temat tego, co jest w życiu ważne. Do dziś chodzi mi po głowie zdanie: bo nie da się być niemiłym nosząc bamboszki czy też inne stwierdzenia na temat przyjaźni, miłości, czy odpowiedzialności za uczucia innych. Jednym słowem gorąco polecam na jesienne słoty.

sobota, 29 października 2016

A może kawałeczek czekoladki? - Passion Fruit and Caramel with Thyme Zotter

Pojęcia nie mam jak do tego doszło, ale okazało się, że mam w domu ostatni z ostatnich kawałek czekolady. A była to ciemna czekolada mleczna nadziewana marakujowo-tymiankowym ganaszem. Pożerałam ją od paru dni i zupełnie nie wiedziałam co mogę o niej powiedzieć. Pachniała dość przyjemnie, czekoladowo, z nutką ziołowej świeżości. Zapowiadało się dość dobrze, gdyż lubię zapachy ziół, zarówno w perfumach, potrawach, naturze, kurna no wszędzie. Postanowiłam zatem dać szansę czekoladzie. No bo czemu nie. Za sprawą tego, że Mistrz Zotter użył gorzkiej czekolady, a nie jakiegoś słodkiego ulepka, nie zasłodziłam się. Gdzieniegdzie pojawiał się owocowy posmak marakuji, ale całość została zdominowana przez tymianek. No dosłownie przez moją paszczę przetoczył się wiatr. Nie, to nie był wiatr. To było tymiankowe tornado. Zapewne czekolada jest bardzo ciekawa w smaku, ale raczej już jej nie kupię. 

 

niedziela, 23 października 2016

A może kawałeczek czekoladki - Chia seeds with nutty power Zotter

Podczas ostatnich zakupów czekoladowych skusiłam się na mleczną czekoladę górską z nasionami chia, nugatem i marcepanem. A to dlatego, że wszystkie te składniki są przeze mnie bardzo lubiane. Po tym jak poprzyglądałam się opakowaniu, które jakoś nie do końca mi się podoba, rozpakowałam czekoladkę. Od razu poczułam przyjemny mleczny zapach. Pierwszy kawałek rozdzieliłam na warstwy i każdą z nich zjadłam osobno. I tu nie można się przyczepić gdyż wszystkie składniki smakują poprawnie. Następnemu kawałkowi pozwoliłam się rozpuścić w ustach. Też wszystko grało. Trzeci natomiast rozgryzłam dość szybko i tutaj się okazało, że czekolada jest niesamowicie słodka, marcepan próbuje za wszelką cenę zdominować pozostałe składniki, a nasiona chia wesoło trzeszczą po zębach. Czekolada ta nie do końca do mnie przemawia, więc z pewnością więcej jej nie kupię. 


 

środa, 19 października 2016

Tak bardzo zaczytana - Po zmierzchu

Jak byłam na studiach, to dzięki mojej ulubionej koleżance Ani, dowiedziałam się, że jest sobie taki japoński pisarz jak Haruki Murakami. Jako że Ania jest podobnie jak ja miłośniczką dobrej literatury, postanowiłam się dowiedzieć kim jest Murakami i o czym pisze. Zgromadziłam i przeczytałam  prawie wszystkie jego książki. Na początku tego tygodnia, postanowiłam sobie odświeżyć co nieco. I tak, sięgnęłam na półkę z książkami japońskiego pisarza i w ręce mi wpadło Po zmierzchu. Niezbyt obszerna książeczka, w której opisana jest praktycznie tylko jedna noc i wydarzenia jakie wtedy miały miejsce. Każdy z bohaterów powieści spędził ten czas inaczej, jednakże zarówno bohaterowie jak i ich historie są ze sobą pośrednio bądź bezpośrednio powiązane. Każdy z bohaterów jest jednocześnie zupełnie inny od pozostałych oraz bliźniaczo podobny. Każdy z nich bowiem pomimo różnych przeżyć, historii, poszukuje zrozumienia i akceptacji. Wszystko co dzieje się podczas opisywanej nocy jest jednocześnie bardzo prozaiczne, zwyczajne oraz niezwykłe, wręcz magiczne i stąpające na granicy snu. Pamiętam, że czytając tę książkę wiele lat temu miałam zupełnie inne odczucia. Wtedy mnie wzruszała i uwznioślała, a teraz z każdym rozdziałem czułam ten upływający czas i im bliżej byłam końca książki to tym natrętniej krążyła we mnie myśl: "kurczę, zaraz zadzwoni budzik i znowu trzeba będzie iść do pracy". Uważam jednak, że warto było wrócić do tej książki i odkryć ją na nowo.

niedziela, 9 października 2016

A może kawałeczek - czekoladki? - The earl grey Dolfin

Zupełnie nie spodziewanie wybrałam się do Almy (póki jeszcze jest). Oprócz kapsułek do kaworoba zakupiłam belgijską  ciemną czekoladę z herbatą earl grey marki Dolfin. Szczerze powiedziawszy, dość dawno nie miałam kontaktu innego niż  (przypadkowy) wzrokowy z wyrobami tejże firmy. Po powrocie do domu, zjedzeniu szybkiego obiadu i wypiciu naparu owocowego, zasiadłam z zielonym pakuneczkiem na kanapie. Bardzo spodobał mi się sposób zapakowania czekolady. Kojarzy mi się z kopertami papeteryjnymi. Po otwarciu zielonej kopertki, moim oczom ukazała się czekolada zapakowana w białą, ślicznie przyozdobioną folijką. Delikatnie otworzyłam i ją, po czym niemal natychmiastowo poczułam cudowny, świeży zapach herbaty earl grey. Ułamałam paseczek czekolady, podzieliłam go na kostki i przystąpiłam do degustacji. Pierwszej kostce pozwoliłam na powolne rozpuszczanie się w ustach. Było to ciekawe doznanie. Smak herbaty earl grey delikatnie współgrał z subtelną goryczką czekolady. Nie wiedząc czemu, od razu skojarzyło mi się to z utworem Lily Was Here. Może przez to przekomarzanie się czekolady z herbatą niczym głównych instrumentów muzycznych we wspomnianym utworze. Wracając jednak do czekolady, ma ona w sobie coś co lubię, a mianowicie drobinki, które delikatnie drapią po języku. Drugą kosteczkę pogryzłam dość szybko. I to  było też fajne smakowo. Generalnie czekolada jest bardzo dobra i godna polecenia zarówno fanom herbaty earl grey jak i gorzkiej czekolady. 


Dolfin

 

poniedziałek, 3 października 2016

A może kawałeczek czekoladki? - Mango and Mace Zotter

W taki jesienny, słotny dzień dobrze jest zrobić coś fajnego. Ja postanowiłam umilić sobie czas nową czekoladą od Zottera. Tym razem padło na  ręcznie czerpaną Mango and Mace. Po ułamaniu kawałeczka ukazały mi się trzy kolory: czekoladowy brąz, żółtość mango i ciemny beż czegoś tajemniczego (bodajże mace). Postanowiłam spróbować. Po rozgryzieniu, jako pierwszy poczułam korzenny, ostrawy aromat - to zapewne tajemnicza przyprawa mace. Następnie do głosu doszło orzeźwiające mango. Na końcu, pojawiła się delikatna goryczka czekolady. Co prawda w składzie są jeszcze orzechy nerkowca i migdały, ale są tak subtelnie wkomponowane w całość, że niemalże niewyczuwalne. Drugiemu kawałkowi pozwoliłam na powolne rozpuszczenie się w ustach. To doznanie smakowe też było dość przyjemne. Czekolada Mango and Mace bardzo, ale to bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła i pozwoliła na miłe wspomnienie lata. 

Zotter
 

poniedziałek, 26 września 2016

Tak bardzo zaczytana - Siódemka

Podczas bibliotecznej eskapady, wpadła mi w ręce Siódemka Ziemowita Szczerka. Śmiem twierdzić, że moją uwagę przykuł opis z tyłu. Siódemka to bowiem liczba magiczna, symboliczna i znacząca. Tym razem Szczerek prowadzi nas przez Polskę trasą S7. Siedem jest też rozdziałów w tej książce, który każdy zatytułowany jest imieniem demona. Rzecz się dzieje na przełomie października i listopada, w okolicach Dnia Wszystkich Świętych oraz amerykańskiego Halloween. Bohater książki przemierza Polskę trasą S7 z Krakowa do Warszawy w celu dotarcia na ważne spotkanie. Jadąc tą trasą zostaje ukazany krajobraz Polski. Na pierwszy rzut oka jakże groteskowy i wyolbrzymiony jednakże po głębszej refleksji bardzo prawdziwy i wręcz przytłaczający. Nie bez znaczenia pozostaje także fakt widma wojny. Nie mogę powiedzieć, że jest to książka zła. Jest dobrze napisana, brutalnie ukazuje otaczającą nas rzeczywistość oraz to, co może się stać jak się w porę nie opamiętamy. 

niedziela, 25 września 2016

Tak bardzo zaczytana - Głos z ciemności

Około tydzień temu, w krakowskim Pasażu Bielaka odbyło się spotkanie autorskie z Romanem Kostrzewskim i Mateuszem Żyłą poświęcone książce zatytułowanej Głos z ciemności. Głos z ciemności jest to wywiad-rzeka z charyzmatycznym wokalistą polskiego zespołu metalowego KAT. Swoją drogą, słuchałam ich przez pewien czas jak byłam na studiach. O spotkaniu autorskim dowiedziałam się (jakże by inaczej) z Internetów. Postanowiłam się wybrać i nie pożałowałam. Nie dość, że było bardzo miło, pan Kostrzewski okazał się przesympatycznym człowiekiem to jeszcze spotkałam wielu znajomych. Ale do rzeczy. Z książki dowiadujemy się wielu ciekawostek na temat meandrów życia wokalisty. Dorastanie w domu dziecka, nauka w szkole zawodowej, praca w kopalni, początki grania w zespole, więzienny epizod, czy też życie rodzinne. Pomimo wielu trudów i kłód pod nogi rzucanych przez los, wokalista porykując do mikrofonu biegnie przez świat z uśmiechem. Bez krzty użalania się nad sobą. O wielu rzeczach nie wiedziałam. Nie raz podczas lektury uśmiałam się jak fretka czy też spłynęła mi łezka wzruszenia. Nie będę ukrywać, że na zakończenie lektury pomyślałam sobie: kurczę, fajny ten Pan Kacik. Reasumując, przeczytałam książkę niemalże jednym tchem i powiem szczerze, że warto było.

sobota, 24 września 2016

A co tu tak pachnie? - Egyptian Musk Yankee Candle

Wraz z nadejściem jesieni, z wielką przyjemnością sięgnęłam do zapachowego pudełka. Wynorałam z niego wosk Egyptian Musk Yankee Candle zakupiony dość dawno temu. W sumie miałam pozbyć się wosków w dość radykalny sposób w następstwie głupiego gadania pewnego toksycznego osobnika, ale całe szczęście, że zamiast pozbywać się tego, co sprawia mi radość, pozbyłam się toksyka. Na opamiętanie się i na  przyjemności nigdy nie jest za późno. No ale dość tych jeremiad. Po wyciągnięciu wosku z folijki, poczułam dość słodkawy zapach. W końcu producent solennie obiecał nam, że Egyptian Musk pachnie piżmem, wanilią i drzewkiem cedrowym. I raczej się nie pomylił. Po podgrzaniu, mieszkanie zostało otulone przyjemnym, ciepłym i słodkim zapachem. Bardzo przyjemna, kocykowa mieszanka przywołująca wspomnienie upalnego lata. Za oknem zaczął padać deszcz, ba to była ulewa. Na chwilę szeroko okno i cieszyłam się szumem deszczu. Później uznałam, że posłucham ballad Kata z płyty którą dostałam od koleżanki z którą pracowałam w pierwszej pracy. Niestety ale płyty Kata nie znalazłam. Wytargałam za to jakąś składankę z gotykiem i innymi mrocznymi utworami których słuchałam w początkowym okresie studiów. To wszystko jakoś tak fajnie mi współgrało z woskiem Egyptian Musk od Yankee Candle. 

Yankee Candle

A może kawałeczek czekoladki? - Ciemna z skórką pomarańczową Stuhmer

Polak Węgier dwa bratanki i do szabli i do szkla  czekolady. Podczas tegorocznej, krótkiej wycieczki na Węgry udało mi się zakupić co nieco słodyczy. O niektórych już pisałam, o niektórych warto nie było. Jednakże dziś w moją łaskę popadła czekolada ciemna 70% ze skórką pomarańczową od Stuhmera. Nie będę wdawała się w rozważania historyczne na temat tego producenta, bo od tego uginają się internety. Skupię się na samej czekoladzie. Po otwarciu pudełeczka i rozerwaniu folijki ujrzałam piękną, pachnącą czekoladę. Na każdej kosteczce wygrawerowane jest logo firmy. Niemal od razu ułamałam jeden paseczek i podzieliłam go na kosteczki. Pierwszą pożarłam natychmiast, bez zastanawiania się. I było to dość przyjemne doznanie, takie słodko-gorzko-pomarańczowe. Następnej kostce pozwoliłam rozpuścić się na języku. I feeria delikatnej goryczki mieszała się z kwaskowatą słodkością i orzeźwieniem skórki pomarańczowej, która delikatnie pieściła mój język. Trzecią i czwartą kosteczkę zjadłam normalnie. Reasumując, czekolada bardzo mi posmakowała i z pewnością jak będę miała okazję to ją zakupię. Nie omieszkam też zapoznać się z jej siostrami.
Stuhmer czekolada

poniedziałek, 19 września 2016

Tak bardzo zaczytana - Człowiek, który musiał umrzeć

Na długie jesienne wieczory najlepsze są grube, ciekawe książki i kubek gorącej herbaty. Tym razem wzięłam się za opasłe tomisko Mariusza Zielke pt. Człowiek, który musiał umrzeć. Bardzo dobry kryminał oparty na kanwie głośnych wydarzeń ostatnich lat. Między wierszami, można zidentyfikować niektóre osoby z pierwszych stron gazet. Znani biznesmeni, dziennikarze, politycy, agenci służb specjalnych, a także przeróżni szubrawcy, których nie wymienię. Pisząc tę książkę, autor odwalił kawał dobrej roboty. Napisał kryminał trzymający do końca w napięciu. Pomimo ciężkiego kalibru opisywanych przestępstw i zagmatwania spraw, książkę czyta się lekko i szybko. Z chęcią zapoznam się z pozostałymi kryminałami tego autora.