niedziela, 15 listopada 2015

Tak bardzo zaczytana - Upalne lato Gabrieli



Upalne lato Gabrieli (czyli trzecia część sagi Upalne lato… autorstwa Katarzyny Zyskowskiej-Ignasiak) wpadło mi w ręce przypadkiem, bowiem z własnej inicjatywy raczej nie sięgam po tego typu książki. Ale że darowanemu koniowi…to postanowiłam zapoznać się z lekturą. Dobre jest to, że każdą z części sagi można czytać osobno, gdyż powoduje to pewną wolność czytelniczą (czytanie dla mnie ma być przyjemnością pozbawioną wszelakiej presji). Bez namysłu siadłam sobie z Upalnym latem Gabrieli i kubkiem herbaty na ulubionej kanapie. Początek dawał mi nadzieję, że będzie dość ciekawie. Jednak im dalej w las tym było coraz to gorzej. Chwilami nawet myślałam, czy nie wziąć sobie piwa czy nie skoczyć do sklepu po coś dużo mocniejszego. Na trzeźwo się po prostu nie dało. Takie pomieszanie z poplątaniem. Mamy tu 40 letnią pisarkę – żonę – matkę(notabene bardzo samotną osobę, wbrew temu że non stop się kręcą koło niej faceci). Owa pisarka napisała bestseller, w którym to zarówno czytelnicy, krytycy literaccy jak i wszelkiej maści dziennikarze dopatrzyli się uderzających podobieństw do historii ojca pisarki, który był dość znaną postacią polskiej opozycji. Niebawem po tym jak rozgłos osiągnął apogeum, do Gabrieli odezwał się człowiek, który wywołał lawinę nieoczekiwanych wydarzeń, które związane były z tym, co działo się w przeszłości. Po wielu stronach czytelniczej męczarni, wyszło szydło z worka. Okazało się, że niegdyś Gabriela (w wieku nastoletnim, gdzie się wydaje człowiekowi że może wszystko i że ma absolutną rację i wszystko mu się należy cokolwiek by to nie było i jakichkolwiek by środków nie użył ma to co chce dostać i koniec) próbowała odbić drugiego męża swojej matce i nawet (wiedząc, że matka wróci skądś tam rano) upozorowała coś takiego, żeby wyglądało na to, że uprawiali ze sobą dziką miłość. Skończyło się oczywiście wielką awanturą. Dalej, brnąc przez dłużyzny dziwnych zdarzeń, dowiadujemy się, że wszystkiemu są winne traumatyczne wydarzenia z przeszłości matki i babki Kaliny (matka Gabrieli). Podkreślone zostało również, że problem leży w kobietach po tej linii, bowiem z mężczyznami problemu nie ma. To kobiety dziedziczą jakąś skazę genetyczną, że robią złe rzeczy (kiedyś krążyła teoria złych genów, dla mnie to jest jednak bujda na resorach pozwalająca tłumaczyć swoje złe postępowanie. Podobnie jakby ktoś mówił, że dużo chorował za dzieciaka i teraz to że jest drażliwy i rozwydrzony i chamski to taki skutek uboczny. Wygodne, prawda?) spowodowane jest traumą powojenną. Ale zostawmy to. Na końcu książki dochodzi do katharsis. Rozmowy oczyszczającej z matką konającą na łożu boleści. Wszystko się kończy tak, że Gabriela odzyskuje spokój i przestaje tupać nóżką bowiem to co miało rozstać wywleczone takie zostało, rany które się zabliźniły, zostały rozdrapane i zaszyte na nowo i wszystko jest fajnie. Aż się boję co będzie się działo w części czwartej (o ile taka zostanie wydana). Zapoznałam się też z krótkimi opisami dwóch poprzednich części i … o nie. Na pewno nie zapoznam się z nimi. Reasumując, książka wylatuje z hukiem z mojej biblioteczki, a ja zabieram się po tym strasznym przeżyciu jakim było czytanie Upalnego lata Gabrieli (sama okładka jest przerażająca – ruda, łypiąca kobieta) za kolorowanie potępianych przez autorkę kolorowanek antystresowych i chyba wykoloruję z 10 obrazków pod rząd.

1 komentarz:

  1. Rzadko czytam polskie książki jednak ta naprawdę wydaje się ciekawa :-)

    OdpowiedzUsuń