wtorek, 27 października 2015

Tak bardzo zaczytana - Samotność ma twoje imię


W dzisiejszych czasach każdy z nas zadaje sobie pytanie jak radzić sobie z samotnością. Nieważne czy aktualnie jest z kimś związany, czy też nie. Wielu ludzi uważa, że samotne osoby to tylko takie, które żyją w pojedynkę. Jednakże zapominamy o tym, że jeszcze straszniejsza może być samotność we dwoje. Nie bez kozery powstają czy to piosenki czy książki o samotności. Jedną z nich napisała Monika A. Oleksa. Jej „Samotność ma twoje imię” określana jest jako niebanalna, fascynująca, niepowtarzalna opowieść o codzienności i tęsknocie za bliskością. Co prawda nie oceniam książek po okładce, ale po przeczytaniu tych określeń, zapaliła mi się czerwona lampka. Wiedziałam, że łatwo nie będzie. Bohaterkami "Samotności" są kobiety w różnym wieku mające jakże różniący się od siebie bagaż doświadczeń. Jest tutaj Ewa - czterdziestoletnia singielka, kobieta sukcesu; Martyna – szczęśliwa żona, matka dwójki urwisów, także kobieta sukcesu; Hanna – Babcia Ewy, jedyna jej bliska osoba, matka i przyjaciółka w jednym; Janina –  starsza pani, która nie potrafi pogodzić się ze śmiercią męża; Magda – siostra Ewy, która mieszka za granicą; Pani Róża – znana aktorka; Danuta – właścicielka żywotnego pieska uciekiniera. Wszystkie kobiety borykają się z problemem samotności. Jednak najbardziej wyrazistą postacią jest tutaj Ewa. Miota się pomiędzy kilkoma mężczyznami. Andrzejem, współpracownikiem, z którym chadza na kolacje, bale, wernisaże i czasami do łóżka. Nie kocha go jednak i czuje się przy nim nie do końca tak jakby chciała. Mateuszem, swoją nieszczęśliwą miłością (mężem Martyny),  kolegą z zespołu w którym występowali lata temu i z którym pewnej feralnej nocy poszła z nim do łóżka i okazało się, że zaszła z nim w ciążę. Wreszcie z Rafałem, mężczyzną z naprzeciwka (jak dla mnie niebezpiecznym stalkerem), który za cel wziął sobie podglądanie Ewy i z którym w końcu udało jej się stworzyć szczęśliwy związek. Bohaterką książki jest także Samotność, która jest tu przedstawiona jako żywa osoba, przechadzająca się po świecie i polująca na ludzi, którzy mają akurat kryzysy czy chwile słabości (szczerze powiedziawszy, postać samotności trąci mi jakoś sekciarsko). Wszystko w tej książce jest jakieś takie smutne, ma się też wrażenie, że nie warto żyć, bo nic nie jest nam dane na zawsze, że wszystko w jednej chwili może się spieprzyć. Nie skłamię, jeśli napiszę, że można z tej książki wysnuć wnioski, że nie warto żyć, bo i tak prędzej czy później, to co budowaliśmy przez lata, w jednej chwili może rozpaść się na tysiące kawałków. Nie zdarza mi się często odczuwać większych emocji czy płakać podczas czytania książek tego typu, lecz tym razem było inaczej. Lektura  "Samotności" aż boli. Zapewne nie jest to książka na długie jesienne wieczory. W ogóle nie powinna być czytana przez osoby wrażliwe, neurotyczne czy borykające się z problemami, bo zamiast im pomóc, może tylko pogorszyć sprawę. Prawdę powiedziawszy sięgnęłam po tę książkę bo została mi ona polecona i też chciałam sobie odpocząć od książek o dzielnych żołnierzach. Ale po lekturze „Samotność ma twoje imię” wrócę do nich z  wielką radością, gdyż dają mi one motywacyjnego kopa.

5 komentarzy: