poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Dzień Blogera

Chwilę temu natrafiłam na notkę informującą, że blogerzy mają dziś swoje święto. Z tej okazji chciałam życzyć wszystkim piszącym, aby robili to z radością, pasją i otwartością na innych. I żeby było jak najmniej kłótni i wszechobecnego hejtu.

 

niedziela, 30 sierpnia 2015

Projekt denko - lipiec sierpień 2015

Tym razem będzie notka z zużyciami z dwóch miesięcy. Przez okres wakacyjny, (pomimo iż prawdziwych, długich wakacji nie miałam już od wielu lat), udało mi się zużyć następujące kosmetyki:

1. Szampon Garnier wzmacniający goodbye damage - nie byłam z niego zadwolona, bardzo obciążał i przetłuszczał włosy. 

2. Żel pod prysznic OS Lime - początkowo zapach mi się nie podobał, ale jak sobie przypomniałam, że mój ulubiony kucharz Karol Okrasa dodaje do wszystkiego limonkę, zmieniłam zdanie o tym kosmetyku w trybie natychmiastowym.

3. Płyn do płukania jamy ustnej Colgate Plax.

4. Płyn do płukania jamy ustnej Listerine cool mint.

5. Pasta do zębów Meridol - nie miałam jej wcześniej, ale że byłam zadowolona, to z pewnością jeszcze ją kupię.

6. Płyn dwufazowy do demakijażu Bielenda awokado - bardzo dobry, delikany i dokładnie zmywający płyn. Nie podrażniał ani nie szczypał w oczy. 

7. Mleczko do demakijażu phyto aktiv  do cery naczynkowej Ziaja - byłam zadowolona, ale nie zauważyłam, żeby jakoś szczególnie podratował moje naczynka. 

8. Regenerujący krem do rąk Evree - najlepszy krem do rak jaki kiedykolwiek miałam. Bardzo dobrze nawilżał i odżywiał jakże narażoną na różne niespodzianki skórę dłoni.

9. Antyperspirant Clarins - dość dobrze chronił przez cały dzień, fajnie było wypróbować, ale jednak  raczej nie zagości po raz kolejny w moim zbiorku kosmetycznym.

10. Żel pod prysznic Isana - fajnie pachniał, dobrze mył.

11. Puder transparentny Synergen 04 - jak zawsze w gotowości.

12. Próbka kremu do stóp Ziołolek - bardzo fajny, krem chłodzący o delikatnej konsystencji. Idealny na lato, bo przynosi ukojenie umęczonym stópkom.

13. Próbka kremu do twarzy Garnier Hydra Adapt - taki sobie. 

14. Maseczka oczyszczająca Ziaja - bardzo fajna, jak wszystkie maseczki tej marki.

15. Bibułki matujące - absolutnie niezbędne w torebce każdej dbającej o siebie kobiety.

16.  Próbka perfum 2Man CdG.

17. Perfumy Zara Gold.

18. Perfumy Pret a Porter. 

Tak naprawdę to nie jestem w pełni zadowolona z tego denka, no może poza tym, że nieco uszczupliłam kolekcję zapachową. Bo moja kula u nogi, czyli kolorówka, pomimo braku zakupów wcale a wcale nie topnieje.
projekt denko
        

piątek, 28 sierpnia 2015

Gotowanie na spontanie - spaghetti w sosie pomidorowo serowym

Dziś przed wyjściem z pracy pomyślałam sobie, że z chęcią bym zjadła coś na mieście, ale jak tylko wyszłam i poczułam jak jest gorąco to uznałam, że nie chce mi się nigdzie chodzić, a tym bardziej przesiadywać w restauracjach i poszłam czym prędzej do domu. Początkowo miałam ochotę zrobić penne w sosie serowo śmietanowym, ale że mam dużo pomidorów to zmieniłam koncepcję i ugotowałam sobie spaghetti w sosie serowo śmietanowym. Danie jest bardzo szybkie i przepyszne. Do jego przygotowania potrzebujemy spaghetti, dwa ząbki czosnku, zioła prowansalskie, dość duży pomidor malinowy, pomidorki koktajlowe i kawałek sera lazur. Makaron należy ugotować zgodnie z wytycznymi podanymi na opakowaniu. W międzyczasie na patelni należy rozgrzać oliwę z oliwek, wrzucić pokrojony czosnek i pokrojonego (uprzednio obranego ze skórki) pomidora. Jak warzywa się troszkę podduszą, należy dodać drobno pokrojony ser lazur i wsypać dość dużą szczyptę ziół prowansalskich. Jak ser się rozpuści, dodać odcedzony makaron, wymieszać i chwilkę pogotować. Następnie wyłożyć na głęboki talerz, posypać świeżo zmielonym pieprzem i jak się ma, to udekorować listkami bazylii i połówkami pomidorków koktajlowych. Smacznego.

środa, 26 sierpnia 2015

Tak bardzo zaczytana - Spuścizna

Całkiem niedawno sięgnęłam po "Spuściznę" Isaaca Bashevisa Singera. Prawdę powiedziawszy zaintrygował mnie opis na okładce (notabene nie należę do osób, które oceniają książkę po okładce, co czasem wywodzi mnie na manowce). Pełna nadziei zaczęłam czytać, ale jakoś około 40 strony zaczęłam się potwornie nudzić i momentami miałam wrażenie, że czytam jakąś rubrykę dotyczącą celebrytów w stylu  kto z kim i kiedy i w jakich okolicznościach. Przerzuciłam nieco kartek i dalej to samo. Nie twierdzę, że Spuścizna jest książką złą, bo zapewne tak nie jest. Wydaje mi się, że trafiłam na nią w nieodpowiednim momencie i stąd takie odczucia. 

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Może ciasteczko? - Ciasteczka owsiane kakaowe Sante

Upały powoli odchodzą w zapomnienie, a jednocześnie nadciąga ogromna chęć do jedzenia. Zaczęło się zwyczajnie, w pracy zjadłam kanapki, owoce, sałatkę - samo zdrowie. Ale za jakiś czas padł pomysł, że fajnie by było zjeść chipsy i chcąc nie chcąc, wybrałam się do okolicznego sklepiku i kupiłam te nieszczęsne chipsy. Powiem szczerze, że nie smakowały mi jakoś szczególnie. W związku z tym, wracając do domu, uznałam, że kupię sobie jakąś zdrowszą przekąskę i  w moje ręce wpadły ciasteczka owsiane kakaowe Sante. Ciasteczka mają prostokątny kształt, ząbkowane brzegi i mają na sobie wytłoczonego kłosa i napis Sante. Wizualnie są bardzo estetyczne. W smaku są mało słodkie, a najbardziej wyczuwalne jest zboże i kakao. Raczej już ich nie kupię. Mam natomiast ochotę wypróbować wersję z żurawiną.


ciasteczka owsiane

środa, 12 sierpnia 2015

A może kawałeczek czekoladki? - Rumba Figaro

Czy Figaro na swoim weselu zatańczył rumbę? Czy wypił za dużo rumu? Tego nie wiem. Wiem tylko, że właśnie pochłonęłam kolejną słodką pamiątkę z Pragi, a mianowicie batonik Rumba Figaro z nadzieniem rumowym oblany mleczną czekoladą. Co prawda w takie upały moja tolerancja na słodycze z alkoholem i alkohol sam w sobie maleje, ten uroczy batonik zjadłam ze smakiem. 

Rumba Figaro

niedziela, 9 sierpnia 2015

Na kłopoty Bednarski, na upały gazpacho

Jako że pora obiadowa zbliża się wielkimi krokami, a w takie upały jeść się nie chce, a jednak trzeba, postanowiłam zaprezentować Wam co sobie dziś upichciłam. Otóż było to gazpacho. Danie lekkie, pożywne, proste i bardzo zdrowe. Do zrobienia gazpacho potrzeba nam naprawdę niewiele. Ja wykorzystałam paprykę czerwoną, trzy pomidory, dwa duże ogórki, pół cebuli dwa ząbki czosnku. Warzywa pokroiłam w kostkę i wrzuciłam do blendera. Następnie dolałam tam około trzy łyżki oliwy z oliwek, wsypałam szczyptę soli morskiej,  dość dużo mielonego pieprzu, ziół prowansalskich oraz dodałam łyżeczkę pasty z ostrych papryczek chilli, czyli harissę (nie musicie jej dodawać, ale uważam, że odrobina pikanterii nikomu nie zaszkodzi). Całość zblendowałam i wstawiłam do lodówki. Na 10 minut przed jedzeniem usmażyłam grzanki na odrobinie oliwy doprawionej solą morską, pieprzem mielonym i kuminem (uwielbiam bliskowschodnie smaki). Po wyłożeniu gazpacho na talerz, dodałam pokrojonego w kostkę ogórka, polałam oliwą i posypałam mielonym pieprzem. Wbrew pozorom, danie które miało być chłodzące, rozgrzało mnie (za sprawą harissy) niemal do czerwoności. Tak czy tak bardzo polecam.

gazpacho

Z miłości do tradycji - Hořické trubičky

Dziś kolejna słodka pamiątka z Pragi trafiła do mojego brzuszka. A padło na Hořické trubičky czyli na tradycyjny, regionalny przysmak czeski, który posiada oznaczenie Unii Europejskiej i może być produkowany tylko w mieście Hořice v Podkrkonoší. Hořické trubičky to nic innego jak rurki wykonane z cienkich wafli, które zostały sklejone przy pomocy miodu pszczelego oraz roztopionego masła. Rurki te są wypełnione kremem. Ja miałam przyjemność spałaszować te z kakaowym w polewie czekoladowej. Rurki są przepyszne i jak tylko będę miała okazję z pewnością je zakupię. Być może skuszę się na inne warianty smakowe. 

Horicke trubicky

sobota, 8 sierpnia 2015

Słodko, że aż mdli - Margot Artemis

W trakcie wycieczki do Pragi nakupiłam sobie wór słodyczy. Między innymi znalazł się tam baton Margot Artemis, który zgodnie z obietnicami producenta powinien mieć nadzienie ponczowo - rumowe i jest oblany  mleczną czekoladą. Szczerze powiedziawszy, miałam trudności z określeniem smaku. Baton był dla mnie po prostu kawałem utwardzonego spirytusu w czekoladzie. Totalny słodyczowy niewypał. 

Margot Artemis

środa, 5 sierpnia 2015

A może kawałeczek czekoladki? - Ferrero Rocher

Na początku było Raffaello - małe, białe kuleczki obsypane kokosem. Jednakże po pewnym czasie zaczęły się pojawiać te brązowe i te czarne. Dziś na warsztat (a raczej na język) wzięłam tę brązową w złotym opakowaniu, czyli Ferrero Rocher. Po odwinięciu złotka, naszym oczom ukazuje się kuleczka z mlecznej czekolady na której niczym ćwieki, dumnie  prezentują się małe, aczkolwiek o nieregularnych kształtach kawałki orzechów. Po pierwszym kęsie, nasze usta wypełnia przyjemny smak mlecznej czekolady z orzechami i kruchego wafelka. Im bliżej środka tym więcej delikatnego kremu czekoladowego, aż w końcu trafiamy na orzeszka laskowego zatopionego, który w nim sobie siedzi niczym pączek w maśle.


Tak bardzo zaczytana - Odnaleźć ślad

Dosłownie kilka dni temu, w trakcie wizyty w jednej z ulubionych księgarni wpadła mi w ręce książka Joanny Krygier pod  tytułem "Odnaleźć ślad". Powiem szczerze, że nie jestem osobą oceniającą książki po okładce, ale opis z tyłu bardzo mnie zaintrygował i zachęcił do zakupu. Od razu po przyjściu do domu zabrałam się za czytanie. Książka wciągnęła mnie niesamowicie. Zużyłam też bardzo dużo zakładek indeksujących na zaznaczanie fragmentów, które do mnie przemówiły czy zainspirowały do rozważań, albowiem książka jest pełna odniesień do psychologii (w szczególności do eksperymentów), z którą miałam dość dużą styczność w trakcie studiów. Autorka nie podaje nam suchych faktów dotyczący Żydów, ale okrasza je tłem historycznym (często bardzo odległym od naszych czasów) psychologicznym, filozoficznym oraz kulturowym co pozwala lepiej zrozumieć ten naród. Próbuje też pokazać, że stereotypy są irracjonalne i wewnętrznie sprzeczne i wynikają z niewiedzy o tym co jest obce i nieznane. Bo czego najbardziej się boimy na co dzień - tego, czego nie znamy! Polecam tę książkę wszystkim, gdyż możemy się z niej dowiedzieć, przede wszystkim o sobie. 

wtorek, 4 sierpnia 2015

Attack nadszedł od słowackiej strony

Są w życiu takie dni, w które pomimo żaru lejącego się z nieba, człowiek ma nieposkromioną ochotę na słodkości. W moim przypadku padło na wafelek z kremem z orzechów laskowych w mlecznej czekoladzie o wdzięcznej nazwie Attack, który to produkowany jest w przepięknej Słowacji. Co mogę o nim powiedzieć: jest dość smaczny, lekki,  nie za słodki i co najważniejsze, nie ma nielubianego przeze mnie chemicznego posmaku. Jak będę miała okazję, to z pewnością kiedyś go jeszcze spałaszuję.
wafelek Attack


poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Słodki powiew Orientu - Papita mleczna

W ostatnim czasie moda na Orient przeżywa swój rozkwit. Czy to za sprawą serialu Wspaniałe Stulecie czy też rocznic historycznych, nie będę wnikać. Zupełnie przypadkowo, w trakcie wizyty w pobliskim sklepiku, moją uwagę przykuły batoniki o wdzięcznej nazwie Papita. Postanowiłam się skusić na wersję mleczną (a jest jeszcze karmelowa i kokosowa). Opakowanie oraz sam batonik wyglądały bardzo zachęcająco i kolorowo. Ot, kruche ciasteczko z mlecznym nadzieniem, polane czekoladą  i przyozdobione malutkimi kolorowymi drażetkami przypominającymi  Lentilky. Batonik pachnie bardzo przyjemnie, czekoladowo, nie za słodko, tak w sam raz. I na tym wszystko co dobre, niestety się kończy. Pepita mleczna w  smaku jest bardzo słodka, wręcz mdła. Najsmaczniejszy jest spód - ot, zwykłe, kruche ciastko jak już wspomniałam wyżej. Wsad mleczny oraz czekolada są wręcz chemicznie słodkie. Nawet radośnie strzelające draże nie ratują honoru Papity. Nie to, że żałuję, że spróbowałam, ale sprawdziło się to, co powiedział mi wczoraj Tata przy okazji rozmowy o pewnym szamponie "najpierw trzeba poczytać opinie ludzi w Internecie, a potem kupować". Coś w tym jest. W każdym razie, wiem, że Papity nie należy kupować. No, chyba że jest się miłośnikiem bardzo słodkich, nie do końca naturalnych przysmaków.
 
Papita mleczna