środa, 10 czerwca 2015

A może kawałeczek czekoladki? - Kasztanki kakaowe z wafelkami

Wczoraj wieczorem po zajęciach z tańca brzucha wstąpiłam po drobne zakupy do okolicznych delikatesów. Nieopodal kas, na półce z czekoladami, moją uwagę przykuło śliczne biało czerwone opakowanie z kwiatem maku. Okazało się, że jest to czekolada z Wawelu - Kasztanki kakaowe z wafelkami. Odkąd pamiętam, przepyszne pralinki w pomarańczowym papierku stale gościły w moim domu rodzinnym. Gdzieś z tyłu głowy mam obraz siebie podbierającej te czekoladki z kryształu, który stał najpierw w pokoju u Babci, a potem w dużym pokoju. Już jako czterolatka pokochałam kasztanki miłością czystą. Nie pożerałam ich zbyt wiele, ale nie było chyba roku, żeby choćby jeden kasztanek nie skończył w moich ustach. Jak tylko zobaczyłam tę czekoladę na wczorajszych zakupach, uznałam, że muszę ją mieć. Czekolada ta jest bardzo smaczna, ale mam wrażenie, że jest mniej słodka niż pralinki, co jest zdecydowanym plusem. 

4 komentarze:

  1. Ja akurat szczerze mówiąc nie przepadam za tymi czekoladkami. :D Za innymi jak najbardziej. :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo lubię kasztanki, ale ostatnio jadłam je dawno temu:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekolady z Wawelu... tak trudno mi im na nowo zaufać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałaś z nimi jakieś przykre doświadczenia?

      Usuń