sobota, 30 maja 2015

Tak bardzo zaczytana - Ości

Od około  dwóch lat w Polsce zrobiło się dość głośno o młodym pisarzu jakim jest Ignacy Karpowicz. Wiele razy wybierałam się do księgarni lub biblioteki, gdyż bardzo chciałam się zapoznać z twórczością tego pana, ale jakoś nie było po drodze. Jednak jakieś dwa tygodnie temu podczas błądzenia w czeluściach internetowego katalogu bibliotecznego natrafiłam na Ości i bez namysłu je zerezerwowałam. Powieść ta jest zarówno bogata w ilość stron jak i (pozornie) przedziwne sytuacje, konfiguracje, zbiegi okoliczności. W trakcie lektury nie raz przychodziło mi na myśl powiedzonko "jaki ten świat mały". Sama wielokrotnie odkrywałam, iż ten znajomy zna się z tym znajomym a łączy go to a to z tamtym znajomym, a ja stoję pośrodku tego miszmaszu. W tej książce to jest wspaniale pokazane. Autor z niesamowitą lekkością i kunsztem prowadzi nas po meandrach wydarzeń, zakamarkach ludzkiej psychiki oraz uczy nas, że warto być otwartym. Z pewnością te Ości nie stanęły mi ością w gardle, a były miłym łaskotaniem.

sobota, 23 maja 2015

A co tu tak pachnie? - Hedonist Rose Viktoria Minya

Dzisiejsza aura raczej nie zachęca do popołudniowych spacerów, majowych wycieczek czy grillów, dlatego też dla poprawy samopoczucia postanowiłam wyciągnąć kolejną próbkę perfum z zestawu jaki dostałam w rozdaniu na jednym z ulubionych blogów. Po chwili namysłu, uznałam, że skoro ostatnio testowałam Hongrie Viktoria Minya, to powinnam iść za ciosem. I tak wybrałam Hedonist Rose. Jest to przepiękny zapach zawierający nuty brzoskwini, cytryny, ambry, goździków, piżma, białego wina oraz róży. Początkowo nie byłam przekonana z uwagi na to, że nie przepadam za nutami róży w perfumach, gdyż z reguły są zbyt sztuczne czy duszące. Tym razem byłam bardzo miło zaskoczona. Róża w towarzystwie pozostałych nut pachnie tu bardzo świeżo, subtelnie i kobieco. Pomimo iż zapach jest dość słodki, to śmiało można go użyć nie tylko na wieczorne wyjścia, ale też w chłodniejszy,  wiosenny dzień, dokładnie taki jak dziś. 

wtorek, 19 maja 2015

Tak bardzo zaczytana - Lawendowy pokój

Niedawno postanowiłam poszperać w elektronicznym katalogu mojej ulubionej biblioteki i natrafiłam na książkę, którą w blogosferze książkowej  znają niemal wszyscy. Mianowicie chodzi o Lawendowy pokój autorstwa Niny George. Pierwsze sto stron  przeczytałam z zapartym tchem bo przecież to jest książka o książkach, o miłości do książek, o życiu pełnym zawirowań oraz pasji, ba - pojawiły się też na początku obiecujące sceny erotyczne.  Jednakże po pewnym czasie zaczęłam się potwornie nudzić, bo za dużo było tu dłużyzn, ckliwych wątków miłosnych oraz fragmentów listów i pamiętników. Jako że nie lubię nie doczytywać książek, postanowiłam się przemęczyć. Przyznam się szczerze, że początkowo zakręciła mi się łezka wzruszenia w oku, ale szybko uznałam że to paradne i nie warte moich łez i miałam rację. Książka jest przereklamowana i podobna do tysięcy miłosnych historii umieszczonych na ciekawym tle. Tu tym ciekawym tłem była apteka literacka i koty. Zdecydowanie nie polecam.

niedziela, 17 maja 2015

A co tu tak pachnie? Country Heather Yankee Candle

Znowu mnie naszło, żeby wyciągnąć coś nowego z zapachowego pudełka. Tym razem sięgnęłam po Country Heather Yankee Candle. Według producenta ma on w sobie nuty kwiatów i ziół. Na sucho pachniał niezbyt obiecująco - tak jak większość wosków YC. Za to po podgrzaniu, całe mieszkanie wypełnił przepiękny zapach kwitnącej, majowej łąki. Na tę chwilę jest to mój faworyt na chłodniejsze, wiosenne dni. 

Country Heather Yankee Candle

 

sobota, 16 maja 2015

A co tu tak pachnie? - Patchouli Yankee Candle

Wczoraj było szalone popołudnie i jeszcze bardziej szalony wieczór. Ale mimo to, udało się zrobić mi pyszny obiad (soczewica w pomidorach z ryżem) oraz przetestować jeden z wosków zalegających w pudełku. Tym razem padło na Patchouli od Yankee Candle. Zapach z którym wiązałam spore nadzieje, gdyż bardzo lubię tę nutę. Na sucho był dość znośny. Po podgrzaniu przez chwilkę przypomniał mi the witches brew, ale po chwili zapach był tak drażniący, że szybko zgasiłam podgrzewacz. Wbrew zachętom na stronie producenta i uwielbieniu nuty paczuli, wosk ten trafia na moją czarną listę. Być może wrócę do niego jesienią, albo też oddam w dobre ręce.

niedziela, 3 maja 2015

A może kawałeczek czekoladki? - Zotter For Late Risers

Jako że przedłużony majowy weekend dobiega końca, postanowiłam osłodzić sobie życie. Tym razem z barku wydobyłam Zotterowską czekoladę For Late Risers. Na opakowaniu (jak to u Zottera bywa) jest rysunkowe dzieło sztuki. Tym razem trafiły się trzy słodko śpiące kotkiCzekolada jest dość gruba (co bardzo mi odpowiada), gorzka, a wewnątrz ma przepyszne nadzienie kawowe. Jest to jedna z lepszych kawowych czekolad  jakie do tej pory jadłam. 

For late risers Zotter