wtorek, 28 kwietnia 2015

Projekt denko - kwiecień 2015

Ledwo co się obejrzałam, a kwiecień prawie że dobiega końca. Oznacza to też tyle, że nadszedł czas na kolejną denkową notkę. Tym razem co nieco się uzbierało. A więc jedziemy z koksem.

1. Tradycyjnie zużyłam dwufazowy płyn do demakijażu  Ziaja i jak zwykle mnie nie zawiódł.

2. Na próbę kupiłam micelarne mleczko uniwersalne do demakijażu Ziaja  i  byłam z niego  bardzo zadowolona. 

3. Z aloesowego żelu pod prysznic Isana nie byłam do końca zadowolona. co prawda dobrze się pienił, ale pachniał koszmarnie.

4. Hydrolat z róży damascena z Biochemii Urody  był świetny. Wszystkie produkty tej marki  jakie do tej pory miałam, spełniły moje oczekiwania.

5. Antyperspirant antystresowy Nivea - bardzo dobry produkt, w 100 % zgodny z obietnicami producenta.

6. Antyperspirant Nivea invisible for b&w protectnie był taki zły, ale wolę ten o którym pisałam powyżej.

7. Pasta do zębów Parodontax - poleciła mi go pani stomatolog za co jestem jej wdzięczna, bardzo dobry produkt. 

8. Pasta do zębów Sensodyne (miniaturka) - też dobry produkt.

9.  Nivea pure natural milk & honey - jedna z lepszych  pomadek ochronnych jakie do tej pory miałam. Delikatna, odżywcza i w dodatku o pięknym zapachu. 

projekt denko kwiecień 2015

Oprócz powyższych kosmetyków udało mi się też zużyć kilka próbek.

1. Ziaja krem na dzień i  na noc do skóry suchej i zmęczonej - dość dobry, nawilżający krem, zużyłam jako balsam.

2. Mleczko nawilżające z masłem shea, olejkiem arganowym i migdałem Le Petit Marseillias - produkt bardzo intensywnie nawilżał moją skórę a do tego cudnie pachniał.

3. Chusteczka zapachowa Naturelle Osmanthus YRfajne, owocowo kwiatowy zapach, chyba się zdecyduję na produkt pełnowymiarowy.

4. Próbka perfum Hogrie Victoria Minya - pisałam o tym zapachu na początku kwietnia.
  

niedziela, 26 kwietnia 2015

A co tu tak pachnie? - Tea Time Village Candle

Co prawda do "time for tea" jest jeszcze daleko, bo dopiero mamy 14:00, pozwoliłam sobie wyciągnąć z pudełka Tea Time od Village Candle. Zgodnie z obietnicami producenta, powinniśmy wyczuwać  nuty liści herbaty, jaśminu, wanilii i brzoskwini. Po odpakowaniu świeczki z folijki poczułam zapach earl greya. Tak samo po rozpaleniu. Zapach jest bardzo ładny, świeży i powoduje, że mam ochotę pobiec do kuchni i naparzyć sobie wielgachny kubek pysznej herbaty. 
Tea Time Village Candle

sobota, 11 kwietnia 2015

A może kawałeczek czekoladki? - Scotch Whisky Zotter

Dziś będzie kolejna czekoladowa notka. Co prawda nie lubię mieć napoczętych kilku czekolad na raz, ale nie mogłam oprzeć się pokusie i postanowiłam bliżej poznać się czekoladą po szkocku od Zottera. Przy pierwszym kęsie byłam dość zła, bo spodziewałam się czegoś innego, bardziej wyrazistego i jak nazwa wskazuje alkoholowego, a tu nic, zwykła, gorzkawa czekolada. Za to po pewnym czasie, wraz z kolejnymi kęsami zaczęłam odczuwać alkoholowy posmak a moje usta zalała fala gorąca. Bez namysłu odłamałam kolejny kawałek i tym razem pozwoliłam, aby sam się rozpłynął w ustach. Schotch Whisky od Zottera jest bardzo smaczna, ale raczej póki co nie będę kupować kolejnej tabliczki, gdyż ostatnimi czasy w moim barku nastąpiło cudowne rozmnożenie czekoladowych słodkości.
Scotch Whisky

czwartek, 9 kwietnia 2015

A co tu tak pachnie? - Hongrie Viktoria Minya

Dzisiejsza pachnąca notka będzie poświęcona pefumom, które mam okazję testować dzięki rozdaniu jakie miało miejsce na blogu perfumiarskim, który bardzo lubię. Otóż pewnego dnia pojawiła się tam notka zatytułowana powąchaj o czym piszę . Dzięki temu, że bardzo lubię robić poranną blogową prasówkę, udało mi się wygrać w rozdaniu i otrzymać zestaw próbek przepięknych zapachów. Na pierwszy ogień (a raczej niuch) poszły perfumy Hongrie marki Viktoria Minya. Zgodnie z opisem, w perfumach tych znajdują się następujące nuty: jaśmin, miód, drzewo sandałowe, goździk, grejpfrut, cytryna, labdanum, kocanka, piżmo, tonka, wino tokaj. Zapach bardzo mi się podoba, jest ciepły, słodki i otulający. Przypomina mi troszkę Botrytis Ginestet.  Niesty, ale próbeczkę zużyłam już prawie całą, a na zakup pełnowymiarowego flakonu póki co się nie zanosi. 
 

piątek, 3 kwietnia 2015

A może kawałeczek czekoladki? - Zotter Labooko Peru 100 %

Czekoladę lubiłam od zawsze, ale z pewnym wyjątkiem. Nie znosiłam gorzkiej i byłam bardzo nieszczęśliwa za każdym razem jak ją od kogoś dostałam czy  zostałam poczęstowana. Krzywiłam się niemiłosiernie jak tylko włożyłam ją do ust. Ale od pewnego czasu to się zmieniło i polubiłam ten smak. Odkąd bloguję, to coraz więcej czasu spędzam na przeglądaniu innych blogów, ze szczególnym uwzględnieniem kosmetycznych, lifesylowych oraz kulinarnych. Ale zanim jeszcze sama zaczęłam coś pisać, to moją uwaegę przykuwały blogi o słodkościach. Jakiś czas temu trafiłam na opisy czekolad firmy Zotter. Jako nowinkowy napaleniec, postanowiłam sama spróbować tych czekolad, pomimo iż półki w sklepach uginają się od słodkości. Człowiek jednak jest tak skonstruowany, że zawsze chce czegoś, czego nie ma. Przekopałam Internet w poszukiwaniu sklepu z czekoladami Zottera i nic. Okazało się, że nie ma w Krakowie takiego miejsca. A tu nagle gdzieś przeczytałam, że czekolady te są w sklepach z winami Marka Kondrata. Bez namysłu podeszłam tam we środę, ale był zamknięty bo mieli dostawę towaru. Za to wczoraj po pracy, pomimo parszywej pogody, postanowiłam zboczyć z trasy i tam zajrzeć. Moim oczom ukazał się maleńki stojak z Zotterami. Od razu wiedziałam, że zakupię osławioną czekoladę Peru 100 %. Czekolada składa się w 100 % z kakao, jest produktem wegańskim, a także nie zawiera glutenu. Mało tego, jest produktem Fair Trade. Ale zakończmy ten wywód teoretyczny. Odpakowywałam czekoladę z wielką ciekawością. Pierwszy kęs był dość specyficzny, bowiem moje usta zalała kwaśna gorycz, ale czekolada się oblepiła wokół języka. Za to po chwili zalała mnie słodycz, a endorfinki odtańczyły we mnie taniec radości. Czekolada bardzo mi posmakowała i przypadła do gustu, z uwagi na jej specyficzny smak i magnezowo - endorfinowego kopa.
Zotter Laboooko Peru

środa, 1 kwietnia 2015

A co tu tak pachnie? - Lighthouse Point Kringle Candle

Dziś do kominka wpadła Latarnia Morska od Kringle Candle. Wosk zgodnie z obietnicami dystrybutora, powinien przywoływać na myśl zapach oceanu, ozonu i kwiatów. I tak właśnie jest. Lighthouse Point zarówno na sucho jak i po podgrzaniu pachnie wiatrem i morzem. Tę bryzę odczuwa się całym ciałem. Po rozpaleniu zrobiło się w mieszkaniu wręcz zimno, pomimo iż ogrzewanie mam włączone. Ale  w sumie bardzo lubię ten kringlowy powiew świeżości. Pomijając fakt miłości do "wietrznych" zapachów, powiewów wiatru póki co mam dość, bo od kilku dni wieje niemiłosiernie. 

lighthouse point kringle candle