sobota, 28 lutego 2015

Projekt denko - luty 2015

Luty przeleciał mi bardzo szybko, nawet nie wiem kiedy. Skoro tak się stało, to aby tradycji stało się zadość, przychodzę dziś do Was z notką o moich zużyciach kosmetycznych w tym miesiącu. Nie jest tego zbyt dużo. W tym najkrótszym miesiącu w roku zużyłam następujące kosmetyki:

1. Łagodzący płyn micelarny 3 w 1 Lirene - kupiłam go dla odmiany, do sprawdzenia, ale nie podbił mojego serca, także to było nasze ostatnie spotkanie.

2. Puder kompaktowy Synergen Natur 04 - stały bywalec mojej kosmetyczki. 

3. Próbka kremu normalizującego Clarena - dobrze, że była to tylko próbka, gdyż od razu po zastosowaniu twarz zaczęła mnie straszliwie piec tak, jakby ktoś nasmarował mnie papryczką chili.

4. Szampon Sante Natural Balance - kosmetyk zakupiony w trakcie gigantycznej wyprzedaży likwidacyjnej. Byłam z niego dość zadowolona, gdyż bardzo wzmocnił moje słabe włosy i niemal do zera zredukował ich wypadanie. 

5. Suchy Szampon do włosów Batiste Wild - stała pozycja w mojej kosmetyczce, ulubienie, którego nie muszę przedstawiać.  

6. Pasta do zębów Sensodyne Odbudowa i Ochrona - jak wyżej. 

7. Ziołowa odżywka do włosów Herbal Esscence - delikatna, nieobciążająca włosów, ułatwiająca roczesywanie i wzmacniająca, stała bywalczyni włosowej półki.

8.  Próbki  i odlewki perfum - wszystkie bardzo mi się podobały i były to moje nuty zapachowe:
- Timbuktu L'Artisan,
- bliżej nieokreślony kadzidlak,
- Buberry London.


   
 

piątek, 27 lutego 2015

Tak bardzo zaczytana - "Cafe Szafe"

Odkąd pamiętam, książki z Krakowem w tle czytam niczym fanatyk. Podczas dzisiejszej wieczornej wizyty w okolicznej bibliotece wpadła mi w ręce książka napisana przez Łukasza Dębskiego pt: Cafe Szafe. Jak nietrudno się domyśleć oraz wykoncypować po tym co jest na okładce, książka dotyczy krakowskiej kawiarni. Wstyd się przyznać, ale odkąd mieszkam w Krakowie, jeszcze  nie odwiedziłam tego miejsca pomimo iż przechodzę obok niego  dość często. Wkrótce naprawię ten błąd. Wracając do samej książki, przeczytałam ją w godzinę z wypiekami na twarzy. Bardzo lubię czytać historie, które wydarzyły się niemalże na moich oczach. Tu znajdujemy zarówno opowieści o miłościach, miłostkach, pijackich wybrykach, białych krukach, pirozabawach, bieganiu z różnymi narzędziami po mieście, kluczeniu pomiędzy psimi odchodami, przypadkowych spotkaniach i niesamowitych zbiegach okoliczności. Autor przedstawił Kraków takim, jaki  jest. Jak skończyłam książkę to było mi troszkę szkoda, że jest taka krótka, ale także tego, że nie dane mi było wysłuchać takich historii osobiście. Co prawda pracowałam w gastro, ale nie było to miejsce podobne do Cafe Szafe i tam tak ciekawych historii nie słyszałam, albo może nie były na tyle ciekawe, żebym o nich pamiętała.

środa, 25 lutego 2015

A co tu tak pachnie? - Rain Vilage Candle

Od samego rana pogoda nas nie rozpieszcza, ale po południu rozpadało się na dobre. Bez namysłu, po powrocie z pracy dopadłam moje pudełeczko z woskami i świeczkami i wyciągnęłam z niego Rain od Village Candle. Zgodnie z obietnicą producenta, w świecy kryje się zapach świeżego deszczu, pomarańczy, bergamoty, lilii i bursztynu. Świeczka ma przepiękny, niebieski kolor, na naklejce jest para trzymająca się za ręce w deszczowej, parkowej alejce. Całość jest bardzo świeża i romantyczna. Na sucho zapach jest bardzo przyjemny i ożywczy. Po rozpaleniu także. Ten zapach trafia na listę moich ulubieńców. Jakoś tak mi się z tym zapachem skojarzyła piosenka Agnieszki Gorączkowskiej "Przyjdź jak deszcz".

niedziela, 22 lutego 2015

Tak bardzo zaczytana - "Amy, moja córka"



„Moim największym marzeniem jest  wielka sława. Marzę, by występować na scenie. To mój życiowy cel. Chcę, by ludzie, słysząc mój głos mogli po prostu…zapomnieć choć na chwilę o swoich troskach. Chcę przejść do historii jako aktorka i piosenkarka, zasłynąć wyprzedanymi do ostatniego biletu koncertami i przedstawieniami na West Endzie i Broadwayu.” – Takie zdanie napisała 12 letnia Amy Winehouse w podaniu do Szkoły Teatralnej Sylwii Young.

Jakiś czas temu w moje ręce wpadła biografia Amy Winehouse  „AMY Moja córka” napisana przez ojca Amy - Mitcha Winehouse. Jest to opowieść o wielkiej piosenkarce, ukochanej córce, dobrej i wrażliwej kobiecie napisana przez jej najbliższą osobę – ukochanego ojca. Z każdej strony aż bije tą miłością, daje się odczuć, że Mitch był bardzo związany ze swoją córką. Oszalał na jej punkcie już w momencie gdy się dowiedział, że będzie miał córkę. Widać, że był z niej bardzo dumny i bardzo o nią walczył. Dla mnie jest to nie tylko opowieść o jednej z moich ulubionych wokalistek ale też o pięknej miłości między ojcem a córką. Książkę tę mogę śmiało polecić nie tylko fanom Amy, ale przede wszystkim rodzicom dorastających dzieci. 

Amy Winehouse


sobota, 14 lutego 2015

Tak bardzo zaczytana - "Długi film o miłości - powrót na Broad Peak"



Dziś będzie notka książkowa, ale zupełnie inna niż poprzednia. Długo nad tym myślałam, aż w końcu doszłam do wniosku, że pisanie miesięcznych podsumowań dotyczących przeczytanych książek zupełnie mi nie leży. A nie leży mi dlatego, że się spostrzegłam, że do dziś udało mi się przeczytać tylko (sic!) książki no i jak to będzie wyglądać. A przecież czytanie to moja pasja, a nie praca na akord. Dlatego też będę pisała notki o książkach, które zrobiły na mnie wrażenie. Nie ukrywam, że każda książka wywołuje u mnie jakieś uczucia, ale niektóre zapadają mi w pamięć na dłużej. A więc przechodząc do meritum, podzielę się z Wami swoimi odczuciami co do książki, którą chciałam przeczytać, odkąd się dowiedziałam, że będzie wydana. A mianowicie o pozycji  zatytułowanej „Długi film o miłości – powrót na Broad Peak” autorstwa Jacka Hugo – Badera. Książkę przeczytałam z zapartym tchem w kilka wieczorów i za każdym razem nie mogłam zasnąć. Zrobiła na mnie przeogromne wrażenie. Mogłabym się rozpisać o czym jest ta książka (jednakże na ten temat już tyle napisano i powiedziano, że chyba wszyscy wiedzą). Książka napisana jest  z perspektywy reportera - uczestnika wyprawy, przytoczone są także wypowiedzi internautów oraz dołączone są przepiękne zdjęcia co potęguje wrażenie. W każdym bądź razie jest to pozycja warta uwagi, szczególnie dla osób kochających góry, a ja z całą pewnością do nich należę. 
 
Długi film o miłości

piątek, 13 lutego 2015

A co tu tak pachnie? - Witches' Brew Yankee Candle

Czasami człowiek ma taki dzień, że zupełnie nie wie czego chce. Ja dziś tak miałam z woskami. Pogrzebałam w pudełku dobre 10 minut i w końcu wydobyłam Napar Czarownicy czyli Witches' Brew od Yankee Candle. Zgodnie z obietnicą producenta, w wosku tym wyczuwalne aromaty to słodkie egzotyczne owoce paczuli. Tarta jest czarna jak smoła, a na naklejce jest czarownica na miotle, nietoperze i pomarańczowe gwiazdki. Jednym słowem dość mroczna stylizacja. Wosk na sucho pachnie paczulą. Za to po rozgrzaniu całe mieszkanie wypełnił tajemniczy, mroczny zapach. Jednocześnie słodki i ziołowy, świeży i stary (a wręcz zatęchły). Jednym słowem pełen sprzeczności. Zapach tak piękny i niedopowiedziany. Tajemniczy niczym stare zamczysko. Wywołał u mnie skojarzenia z oględzinami obiektu zabytkowego przed  kompleksowym remontem konserwatorskim. Ten zapach jest uzależniający, więc na pewno jeszcze kiedyś go rozpalę. A on rozpali moje zmysły.

czwartek, 5 lutego 2015

A co tu tak pachnie? - Oud oasis Yankee Candle

I wreszcie  przyszła kolej na ostatni z zapachów z limitowanej kolekcji Grand Bazaar, a mianowicie Oud Oasis. Zgodnie z obietnicą producenta, jest to bogaty i uwodzicielski zapach kadzidła. Jak dla mnie, nie ma w nim ani grama kadzidła, jest natomiast ogromna ilość  intensywnej i eleganckiej słodyczy. Sama nie wiem, czy zapach mi się podoba, dziś jest bardzo męczący i duszący, ale może dlatego, że pogoda i inne czynniki dają mi się we znaki i troszkę jestem "na nie" wobec większości rzeczy. Kiedyś na pewno wrócę do tego zapachu, ale  teraz biegnę zdmuchnąć świeczkę.