środa, 28 stycznia 2015

Tak bardzo zaczytana - czyli co przeczytałam w styczniu 2015



Dziś chciałabym się podzielić z Wami opinią na temat książek jakie przeczytałam w styczniu. W sumie było to siedem książek, które po głębszym zastanowieniu się mają cechy wspólne, a mianowicie poruszane w nich są kwestie wiary, akceptacji, wyobcowania i przemiany. Na pierwszy ogień poszedł Gniew Z. Miłoszewskiego, czyli trzecia książka w której pojawia się sympatyczny prokurator Szacki. Tę jak i pozostałe powieści Z. Miłoszewskiego czytałam z zapartym tchem. Zakończenie było dla mnie zaskakujące aczkolwiek wiele w nim niedopowiedzeń i niejednoznaczności (podobną opinię usłyszałam od paru znajomych, którzy czytali tę książkę). Drugą książką (tym razem ebook) było Skarżyłem się grobowi A. Zielińskiego. Pozycję tę chciałam przeczytać już dawno, ale jakoś nie było sposobności. A. Zieliński opowiada o swoim życiu tak, że nie sposób się nudzić. Bawi, wzrusza, wprawia w osłupienie, momentami szokuje. Książka dotyka też bardzo osobistych sfer życia takich jak miłość, rodzina, wiara. Po zakończeniu książki A. Zielińskiego zaczęłam czytać Chatę  W. M. Paula Younga. Co prawda nigdy nie oceniam książki po okładce i opisie z tyłu, tym razem się niemiło rozczarowałam. Spodziewałam się czegoś mocniejszego, czegoś co spowoduje, że uronię choćby jedną łzę tak jak miało to miejsce przy poprzedniej pozycji (spowiedź z całego życia i modlitwa pod Ścianą Płaczu). A tu nie – z każdą stroną na mojej twarzy malowało się coraz większe zdziwienie. Po skończeniu książki, zdałam sobie sprawę dlaczego. Pozycja na wskroś amerykańska, np. wizja Boga jako otyłej Murzynki (poprawność polityczna – w literaturze, filmie amerykańskim musi pojawić się postać np. otyłego Murzyna/Murzynki który jest dobrą postacią). Później przyszedł czas na Blogera autorstwa Tomka Tomczyka. Rzecz, którą każdy bloger powinien przeczytać. Jako że uwielbiam nowości, połakomiłam się na Na granicy zmysłów Przemka Kossakowskiego. Dobrze napisany reportaż o sprawach nieoczywistych, nadprzyrodzonych. Sama nie odważyłabym się korzystać z tego typu usług. Po książce Przemka, wzięłam się za psychologiczny poradnik H. Cloudy i J. Towdsena To nie moja wina. Książka o braniu odpowiedzialności za swoje życie i oduczeniu się spychologii i zwalania na innych swoich niepowodzeń. Wszystko fajnie, ale od spychologii do poczucia winy jest bardzo cienka granica. Jako ostatnią książkę przeczytałam Szum M. Tulli. Jest to bardzo osobista książka będąca próbą rozliczenia się z przeszłością (jaka szkoda, że takie pozycje nie są lekturami szkolnymi, a jak już są to są omawiane pobieżnie i wszelkie żarciki na ich temat nie są ucinane przez pedagogów). W tej książce bardzo mnie chwyciło za serce to, że dziewczynka miała za przyjaciela lisa i sobie z nim rozmawiała. Przy zdaniu „gdzie jesteś lisie” o mało się nie rozpłakałam. Myślę, że każdy z nas ma/miał takiego wyimaginowanego przyjaciela, którego posiadanie spotykało się z dezaprobatą czy wyśmiewaniem. W międzyczasie obejrzałam film o podobnej tematyce do poruszanej w Szumie, a mianowicie Lato Avii produkcji izraelskiej. Podczas pokazu filmu wiele osób miało łzy w oczach. Reasumując, z całą pewnością mogę powiedzieć, że nic nie jest takie, jakim się nam wydaje. Mam nadzieję, że w lutym na mojej liście będą bardziej optymistyczne książki.

1 komentarz:

  1. Aj... zerknęłam, bo właśnie skończyłam książkę i szukam inspiracji i kurczę, albo nie mam, albo czytałam ;/

    OdpowiedzUsuń