piątek, 28 listopada 2014

A co tu tak pachnie? - Gentlemen's Breakable Wax No 2


Do tej pory pisałam Wam jedynie o woskach Yankee Candle. Dziś przychodzę z woskiem Kringle Candle, a dokładnie z Gentlemen's Breakable Wax Potpouri No 2. Serię wosków Gentlemen's Breakable nazywam serią królewską z uwagi na to, co mają na wieczkach. Woski KC  w odróżnieniu od YC są w pudełeczkach. Z jednej strony to dobrze, ponieważ zawsze wyglądają estetycznie i nie trzeba pakować kawałków wosku do woreczków strunowych, ale z drugiej strony, aby wydobyć odpowiednią ilość wosku z pudełeczka należy użyć nożyka. Jeżeli chodzi o nuty zapachowe, na stronie producenta albo dystrybutorów możemy przeczytać, że jest tam skóra, ambra oraz cytrusy. Na sucho, najbardziej wyczuwam  zapach skóry. Pierwsze skojarzenie wizualne związane z tym zapachem to nowy, elegancki samochód. Drugim skojarzeniem był sklep z markową odzieżą skórzaną. Po rozgrzaniu, do mojego nosa delikatnie wdarła się cudowna mieszanka zapachów:  skóry, ambry oraz  cytrusów – czyli tego, co obiecał nam producent.  Zapach ten jest moim faworytem (drugim po Amber Moon od Yankee Candle)  z uwagi na nuty zapachowe, których poszukuję także w perfumach.

czwartek, 27 listopada 2014

Projekt denko - listopad 2014

Nie wiem jak Wam, ale mnie listopad przeleciał w zawrotnym tempie, nawet nie zauważyłam kiedy. Nie jestem z tego miesiąca w pełni zadowolona, zwłaszcza że jak co roku z dziką rozkoszą dopadła mnie jesienna infekcja katarowo-gardłowo-osłabieniowa. Ale nie o tym ma być mowa. Ma być o kosmetykach a dokładnie o tych, które udało mi się zużyć w mijającym miesiącu. Powiem szczerze – szału nie ma. Skończyły mi się cztery produkty, w tym trzy ulubione. Ale do rzeczy:

1) Antyperspirant Nivea Stress Protect – kosmetyk doskonały, zapewniał mi całodzienną ochronę,  nawet w stresujących sytuacjach dawał radę.

2) Puder antybakteryjny kompaktowy Synregen Natur 04 – bardzo tani, bardzo wydajny i skuteczny puder, który został mi polecony przez koleżankę w poprzedniej pracy jakieś 5 lat temu, po tym jak nie mogłam nigdzie dostać poprzedniego ulubieńca, czyli kompaktu od Pierre Rene nr 03. 

3) Tusz do rzęs Wibo XXL Long Lash – kupiłam go przypadkiem podczas jakiejś promocji w Rossmanie, dość przyzwoity tusz, nie osypywał się, nie rozmazywał, nie uczulał, ładnie podkręcał i wydłużał rzęsy. Pewnie kiedyś go jeszcze kupię.

4) Perfumy Comme des Garcons Incense Quarzazate – jedne z moich ukochanych perfum, po prostu piękne, kadzidlane, ziołowe, dymne,  tajemnicze,  a jednocześnie bardzo klasyczne i eleganckie. Mają w sobie coś mrocznego i dekadenckiego. Uwielbiam całą serię kadzideł z CdG. Z tej serii mam jeszcze flakon Jailsamer i  próbkę Kyoto. Kiedyś miałam próbkę Zagorska i też mi się bardzo podobały, dopóki ktoś mi nie powiedział, że pachną one marchewką i od tamtej pory wyczuwam w nich tę marchewę. Są jeszcze w tej serii perfumy o nazwie Avignon – ale jak dla mnie są zbyt kościelne (i to pachną kadzidłem którego mieszanina nie do końca mi odpowiada. Są kadzidła używane w kościołach, których zapach mi się niesamowicie podoba, a są takie, które po prostu pachną dla mnie tak jak zielsko spalane jesienią w ognisku). Troszkę się rozpisałam, w tym punkcie, ale o moich ulubionych perfumach na pewno Wam jeszcze coś napiszę.


piątek, 21 listopada 2014

A co tu tak pachnie? - Storm Watch



Pomimo iż lato dawno już za nami, przychodzę dziś do Was z opisem wosku, który kojarzy się większości z typowo  letnimi, upalnymi  miesiącami. Mianowicie jest to Storm Watch z Yankee Candle. Wosk ten niestety nie jest dostępny w Polsce. Na naklejce jest przepiękne zdjęcie piorunów zrobione zapewne przez jakiegoś łowcę burz, bo takich w USA nie brakuje. Swoją drogą jest to dość ciekawa i emocjonująca pasja. Ale do rzeczy. Na stronie producenta możemy przeczytać, że wosk ten pachnie niczym świeże powietrze przed burzą, czystość, wilgoć, zimny deszcz, bryza morska, ozon czy też zimna woda. Ja ani na sucho ani po zapaleniu nic takiego nie odnalazłam, ale to może dlatego, że w USA powietrze pachnie inaczej – no może przesadziłam, w Polsce w górach albo nad morzem z pewnością odnalazłabym te zapachy. Powiem więcej, górska burza pachnie przepięknie (miałam okazję się o tym przekonać, gdyż podczas tegorocznego urlopu byłam kilka dni w
Tatrach i wierzcie mi, ale codziennie padało i grzmiało), dużo piękniej niż rzeczony wosk.  Dla mnie Storm Watch  na sucho pachnie wiosennymi kwiatkami. Po rozpaleniu faktycznie -  pachnie świeżością, ale nie taką o jakiej pisze producent. Pachnie świeżością upranych ubrań albo posprzątanego mieszkania. Można się nawet pokusić że wyczuwane są w nim nutki jednego z detergentów do sprzątania toalet (wersja niebieska) – moim zdaniem pachnie po prostu  czystością. W końcu  burza przynosi oczyszczenie powietrza, więc w przypadku wosku  nie jest inaczej. Zapach mi się podoba, bo bardzo lubię takie świeżaki. Nie jest nachalny, ale taki delikatny, spokojny.  Ale raczej pozostawię go sobie na lato, bo teraz zapach ten zupełnie nie współgra z aurą jaka panuje za oknem. 

Storm Watch Yankee Candle