środa, 29 października 2014

Projekt denko - październik 2014


Jako że październik dobiega końca, przychodzę do Was z kolejną notką z cyklu projekt denko. W październiku udało mi się zdenkować dosyć  podobny zestaw kosmetyków do tego o którym pisałam we wrześniu . Z pewnością kolejne denka będą dość podobne, bo jestem wierna części kosmetyków które używam. Aby nie przedłużać, przedstawiam Wam moje zużytki mijającego miesiąca:

1. Pasta do zębów Sensodyne Pro Szkliwo. Używam jej od około roku i doskonale się sprawdza, jest łagodna, działa kojąco na dziąsła i daje delikatny efekt wybielający.

2. Suchy szampon Batiste Sassy&Daring Wild. Tego pana chyba nie muszę przedstawiać, bo napisano o nim już tysiące notek. Ale jest on dla mnie absolutnie niezbędny i świetnie się sprawdza w sytuacjach awaryjnych oraz wtedy gdy nie zdążę/nie chce mi się umyć głowy.

3. Szampon zwiększający objętość włosów Yves Rocher Mauve. O nim pisałam poprzednio.

4. Tonik nagietkowy do cery normalnej i mieszanej Ziaja. Jak wyżej, ale tym razem dołączyło do niego mleczko nagietkowe, z którego także byłam zadowolona i jeszcze nieraz je kupię.

5. Żel pod prysznic Zielona Herbata z Chin Yves Rocher. Bardzo przyjemny, świeży zapach, właściwości standardowe dla żeli pod prysznic YR.

6. Perfumy Crystal Noir Versace. Zapach dość ładny, otulający, momentami irytujący. Budzi skrajne opinie. Swojego czasu na jednym z blogów przeczytałam, że jest to zapach kobiety…lekkich obyczajów. Mnie bardziej się kojarzy z dystyngowaną damą w koronkowych rękawiczkach po łokcie i sukni gotyckiej z gorsetem.

projekt denko październik


sobota, 25 października 2014

Targi książki dostały dowód osobisty - to już osiemnaście lat, czyli subiektywnie o miedzynarodowych targach książki w Krakowie


Jak co roku od osiemnastu już  lat w Krakowie z końcem października odbywają się targi książki. W tym roku miały one charakter międzynarodowy. Odkąd mieszkam w Krakowie, staram się tam zawitać. W tym roku targi były dla mnie wyjątkowo udane. Raz, że pogoda była wyjątkowo udana, a dwa, że targi odbywają się w nowej siedzibie – dużo lepszej i ładniejszej niż do tej pory. Ale także jak co roku na targach pojawiło się mnóstwo ludzi. W centrum targowym oczywiście było ich dużo, ale tak tego nie odczuwałam, bo budynek jest dużo większy niż hala w której odbywały się do tej pory. Oczywiście, momentami robił się lekki zator, ale to tylko dlatego, że większość ludzi ma tę brzydką cechę, którą nazywam krótkowzrocznością (w sensie, że widzi się jedynie koniec własnego nosa). Ogrom ludzi zobaczyłam dopiero, jak wyszłam z Centrum Targowego Expo około 13:00, kolejka ciągnęła się daleko i zawijała w boczną uliczkę. Zmotoryzowani  miłośnicy książek też mieli niełatwo, ale na szczęście panowie policjanci dzielnie kierowali ruchem i jakoś to szło (a nie bez znaczenia była też słoneczna pogoda). W tym roku w planach miałam bardzo rozbudowaną listę zakupową, ale życie zweryfikowało i kupiłam tylko cztery książki. Jak tak sobie chodziłam po tych targach, chciałam zakupić dużo więcej, ale że zabudżetowałam za książki inną kwotę (zmieściłam się w niej, a nawet co nieco mi zostało) i zobaczyłam też, że są inne książki, które z chęcią bym kupiła (nie kupiłam ich, ale to nie dlatego, że miałam taki a nie inny budżet przeznaczony na dzisiejsze zakupy książkowe, przecież mogę dokonywać przesunięć w budżecie, bo  w końcu rachunki przezornie już wczoraj opłaciłam), ale głównym problemem było to, że nie miałam wynajętego samochodu ciężarowego z kierowcą na tę okoliczność. Żeby Was nie zanudzać swoimi wynurzeniami na temat logistyki, spedycji i infrastruktury, przejdę do rzeczy i napiszę Wam co zakupiłam. Jako pierwszy, wpadła w moje ręce książka autorstwa Keri Smith pod tytułem Zniszcz ten dziennik. Jest to rzecz idealna dla takiej małej złośnicy jak ja, aczkolwiek nie wiem czy będę w stanie wykonać zawarte tam polecenia, gdyż jestem osobą, która darzy książki ogromną atencją i traktuje je z nabożną czcią. Generalnie książka jest przeznaczona do zrobienia z nią tego, co robił Pan Masa  i jego kompani bądź wrogowie z nierzetelnymi dłużn ludźmi którzy wisieli mu kasę tudzież zdenerwowali go w inny sposób (to porównanie przyszło mi do głowy, gdyż obecnie czytam książkę Masa o pieniądzach polskiej mafii). Ponadto, kupiłam trzy książki autorstwa fenomenalnego Zygmunta Miłoszewskiego, a  mianowicie Uwikłanie, Ziarno prawdy  i najnowszą, czyli Gniew. Nie byłabym sobą, gdybym nie ustawiła się grzecznie w kolejce po osobistą dedykację,  które to  pan Zygmunt wpisywał w książkach swoich wielbicieli z dużym uśmiechem i cierpliwością. Oczywiście przypomniałam mu, że w zeszłym roku mi podpisywał Bezcennego i powiedziałam też, dlaczego ta książka zrobiła na mnie takie wrażenie i dlaczego traktowałam ją nieco osobiście. A tak powiem Wam w sekrecie, że pan Zygmunt nie dość, że jest świetnym pisarzem, to jeszcze jest bardzo przystojnym, uśmiechniętym facetem. Dla spóźnialskich miłośników książek, którym nie udało się jeszcze udać na targi to  jutro zostaje ostatnia szansa. Teraz pozostaje mi pielęgnować piękne targowe wspomnienia i czekać do przyszłego roku. 
stosik książkowy
Moje dzisiejsze łupy
                              

wtorek, 21 października 2014

A co tu tak pachnie? - Icicles



Chociaż jesień nadal w pełni, w Yankee Candle pojawiła się już zimowa kolekcja Q4. Dziś postanowiłam, że zaprezentuję Wam jeden z zapachów z tej serii a mianowicie Icicles. Zgodnie z opisem producenta, wosk ten  ma pachnieć jak szeleszczące sosnowe gałęzie, lód oraz cynamon. Swoją drogą nie przypuszczałam, że lód może pachnieć w jakiś specjalny sposób. Naklejka na wosku jest przecudna, bo jest na niej jeden z tych uroczych ptaszków, które przylatują do Polski na zimę.  Ale do rzeczy. Na sucho Icicles pachnie bardzo przyjemnie. Daje się wyczuć sosnowy las nadmorski w którym z lekka zalatuje  cynamonem. Ale mieszanka ta jest bardzo przyjemna i orzeźwiająca. Zapach lasu nie jest nachalny, choć jest bardzo mroźny (może to tak pachnie lód, który łagodzi woń olejków sosnowych), a cynamon dodaje słodyczy i ciepła.  Po rozpaleniu zapach jest słodkawy, a nawet można by rzec, że zaczyna być lekko duszący. Znika woń cynamonu, a zaczyna się pojawiać  zapach podobny do samochodowych choinek w kolorze zielonym. Póki co nie polubiłam się z Icicles, ale dam mu jeszcze jedną szansę jak spadnie śnieg – dużo śniegu.


Icicles Yankee Candle



czwartek, 2 października 2014

A co tu tak pachnie? - Honey Glow



Dziś będzie notka zapachowa o kolejnym wosku z serii jesiennej Q3 Yankee Candle,  a mianowicie o Honey Glow czyli po naszemu  Miodowym Blasku. Producent obiecuje nam, że wosk ten ma w sobie nuty miodu (a jakże by inaczej –  zapach ten nie bez kozery nazywa się tak jak się nazywa) oraz wody kolońskiej. Na sucho jest on bardzo przyjemny, świeży i faktycznie daje się wyczuć wodę kolońską z dyskretną nutką miodu. W trakcie rozgrzewania się, powoli zaczyna się roztaczać miękki, otulający, delikatny miodowy zapach, zupełnie inny niż ten (ostry i drażniący), jaki wydobywa się podczas podgrzewania/rozpuszczania  miodu w celach kulinarnych. Po krótkim czasie, daje się wyczuć zapach dobrej wody kolońskiej. Znienacka zaczyna być coraz piękniejszy, cieplejszy. Zapach jest idealny na taki pochmurny i deszczowy dzień jak dziś. Pozwala bowiem choć troszkę zapomnieć o nieprzyjemnej pogodzie jaką mamy za oknem, a wraz z kubkiem gorącej herbaty oraz ulubioną książką lub filmem stanowi zestaw idealny na coraz to  dłuższe jesienne wieczory. 

Honey Glow