środa, 3 maja 2017

Off Camera, Serialcon czyli krakowskie święto filmowe

Po ostatniej  niemocy twórczo piśmienniczej i obgadaniu tej kwestii ze znajomymi uznałam, że jednak szkoda by było całkowicie porzucać tę moją pisaninę więc postanowiłam powrócić. Nie wiem na jak długo - to się okaże. Chciałam się podzielić z Wami moimi wrażeniami z festiwalu Off Camera oraz Sercialconu jakie teraz odbywają się w moim pięknym Krakowie. 
No to do dzieła: 29 kwietnia -  niby zwyczajna sobota, rozpoczęta ponurym porankiem, ogarnięciem mieszkania, wypiciem kawy, koktajlu owocowego i wyjścia w miasto w poszukiwaniu straconego poranka. Moje nogi doniosły mnie pod kino ARS gdzie zaciekawiona tematyką obejrzałam Wordly Girl. Film bardzo dobry, emocjonalny, pokazujący problematykę podejmowania wyborów życiowych w dość przystępny, nieoceniający i nienachalny sposób. Następnie po chwili oddechu udałam się zobaczyć produkcję zatytułowaną Z otwartymi oczami. Film dość dobry, pokazujący nieco podobną problematykę jak poprzedni, tylko w przeciwieństwie do poprzednika gdzie kluczowe były kwestie religijne tu wysuwają się na pierwszy plan kwestie polityczne i nastrojów społecznych. Też oceniam dość dobrze. Po tym seansie udałam się na Jestem mordercą - polską produkcję, która niestety nie zdobyła mojego serca, a wymęczyła i wynudziła okropnie. Podczas pożerania bagiety czosnkowej na pl. Szczepańskim moim oczom objawił się Olivier Janiak (przed seansem Jestem mordercą), namierzałam go wzrokiem i zatrzymywałam siłą woli. Po połknięciu rzeczonej bagiety podeszłam doń ochoczo i zrobiłam sobie z nim zdjęcie. I tak minęła sobota - Festiwalu Netia Off Camera dzień drugi (a mój na festiwalu pierwszy). 30 kwietnia, czyli w niedzielę, po porannym śniadaniu, kawie i utyskiwaniu na pogodę, wybrałam się na Columbus, przepiękny film o poszukiwaniu swojej drogi życiowej i kwestii trudnych wyborów. Po przerwie na zasłużoną strawę udałam się na Little sister jakże podobny i jednocześnie inny film od powyższego. Obydwa filmy oceniam bardzo wysoko. Szkoda że polskie kino takowe nie jest. I tak minęła niedziela. Festiwalu off camera dzień trzeci. W poniedziałek (1 maja) nie byłam na żadnym filmie gdyż balowałam na Serialconie, udało mi się posłuchać debaty dotyczącej przenoszenia książek na srebrny ekran. Jednym z uczestników był mój ulubiony pisarz o bardzo seksownym głosie Vincent V. Severski. We wtorek byłam w pracy, ale wieczorem spotkałam się na drinkowaniu ze znajomymi. Dziś natomiast, też byłam na Serialconie, na spotkaniu z Arturem Kowalewskim poświęconym serialom kryminalnym, które prowadził mój znajomy. Po Serialconie poszłam z owymi znajomymi co wczoraj na zasłużony obiad. W międzyczasie przeczytałam super książkę Dallas'63 Stephena Kinga. I tak minął mi niezwykle bogaty w spotkania nie tylko z kulturą  majowy weekend. 

niedziela, 2 kwietnia 2017

Czasowe zawieszenie (a może zamknięcie bloga)

Ostatnimi czasy piszę coraz to mniej. A jak mam coś napisać to się zmuszam, nie mam z tego przyjemności i czuję, że robię to bardzo na siłę. Dlatego też postanowiłam na jakiś czas zawiesić blogową działaność. Nie wiem czy będzie to kilka miesięcy, pół roku czy rok. Nie wiem też, czy w końcu nie zaprzestanę całkowicie pisania. Jeżeli przez ten cały czas kiedy coś tu naskrobałam od czasu do czasu i ktoś z Was się zainspirował moimi notkami, uśmiechnął się pod nosem, zakupił coś o czym pisałam, podjął jakieś decyzje  to cieszy mnie to niezmiernie. Jednakże ja się wypaliłam blogowo  i muszę odpocząć. 

sobota, 1 kwietnia 2017

Tak bardzo zaczytana - podsumowanie marca

Marzec przeleciał niczym błyskawica. Dość dużo się działo, szykował się przewrót zawodowy, ale nic z tego nie wyszło i teraz powiem szczerze że nawet się z tego cieszę. Ale do rzeczy. Czytelniczo marzec był u mnie taki sobie. Przeczytałam sześć książek - dość ciężkiego kalibru, bo poważna lektura, bo trudna tematyka itp. Na pierwszy ogień poszły Trociny K. Vargi - książka prezentująca stereotypy, słabostki, niskie pobudki i wszystko to co w nas najgorsze. Jakże prawdziwy obraz nas samych. Warto przeczytać, żeby sobie uświadomić ile zła mamy w sobie. Później, dla rozluźnienia, spróbowałam zapoznać się z Kotem w stanie czystym T. Pratchetta - nie spodobała mi się. Książka o niczym. Za to Pijani Bogiem M. Cegielskiego bardzo przypadło mi do gustu. Lubię czytać reportaże, szczególnie o tematyce bliskowschodniej. Przeczytałam też Psychopatie A. Kępińskiego. Co prawda książka wydana dość dawno i wiele treści się lekko zdezaktualizowało, ale przeczytać warto, żeby zapoznać się i lepiej zrozumieć, dlaczego niektórzy zachowują się w taki, a nie inny sposób. Wreszcie zabrałam się za Bycie w śmierci M. Marceli - kawał dobrej dołującej opowieści post-apo. Coś co lubię. Jaka szkoda, że czytałam to w marcu, a nie w deszczowym, mrocznym listopadzie- bo wtedy efekty i wrażenia byłyby mocniejsze. Wreszcie na sam koniec przeczytałam Zdradzonych E. Żemły. Kawał dobrej reportażowej roboty na temat wydarzeń oraz ich pokłosia w Nangar Khel. Mam nadzieję, że książkowy (oraz życiowy) kwiecień będzie owocny i sympatyczny.