czwartek, 22 lutego 2018

Tak bardzo zaczytana - Ballada o mojej panience

Dosłownie przed chwilą skończyłam czytać zbiór opowiadań Szczepana Twardocha zatytułowany Ballada o mojej panience. Każde z nich jest osobną historią, jakże gęstą, bolesną, momentami naturalistyczną. Pełno tu emocji, takich co boleśnie wkręcają się w mózg. Nie brakuje też zaskakujących zwrotów akcji. O czym są te opowiadania... Są o zwykłych, ludzkich historiach, które przydarzają się nam, naszym bliskim, naszym znajomym, naszym współpracownikom czy też osobom,  o których istnieniu nie mamy pojęcia. Najbardziej mnie uderzyło, rzuciło na glebę opowiadanie Tak jest dobrze. Zapewne jeszcze długo będę nosić tę książkę w sobie, bo takich historii się nie zapomina. Szczepan Twardoch po mistrzowsku rozwalił mnie na kawałki. Polecam tę książkę z całego serca. 

czwartek, 8 lutego 2018

Tak bardzo zaczytana - Grzesznik

Luty rozpoczął się u mnie mafijnie, sensacyjnie i na ostro. A to za sprawą Grzesznika autorstwa Artura Urbanowicza. Jest to historia gangstera trzęsącego Suwałkami, który po doznanym urazie głowy i tygodniowej śpiączce uzyskał niesamowite, nadprzyrodzone zdolności. Książkę tę przeczytałam z zapartym tchem, napisana jest bowiem świetnym, realistycznym językiem. Wartka akcja i tematyka która mnie interesuje spowodowała, że długo po przeczytaniu nie mogłam zasnąć. Ba, nawet sceny z książki pojawiały się w moich snach (co więcej, w niektórych z nich brałam udział - na szczęście w tych mniej hardcorowych). Z pewnością mogę polecić tę książkę nie tylko miłośnikom literatury o świecie przestępczym, literatury sensacyjnej, ale także tym, którzy wierzą w to, że da się odkupić winy i zejść ze złej drogi.

czwartek, 1 lutego 2018

Tak bardzo zaczytana - Miasto Ł

Wczoraj wieczorem, niemalże jednym tchem przeczytałam książkę Tomasza Piątka zatytułowaną Miasto Ł. Jest to historia opowiadająca o  kilku (?) dniach z życia małżeństwa zamieszkującego zrujnowaną kamienicę, która to ma zostać poddana "rewitalizacji". Małżeństwo to - pan T (ewangelik), pani H (buddystka) mieszkają z synem zwanym M.  M jest to dziecko pani H z poprzedniego związku. Z tą rodziną mieszkają także dwa koty i jeden pies. Sąsiedzi tych ludzi są dość specyficzni - jest tu podglądacz, alkoholiczka gromadząca tony śmieci w mieszkaniu, świadkowie Jehowy, złodzieje i kibice walczący o wpływy gdyż sklep znajdujący się na parterze kamienicy jest linią graniczną dla fanatyków przeciwnych drużyn. Główny bohater czyli T. daje się poznać jako były alkoholik, narkoman i człowiek który wyrządził wiele okrucieństwa i zła i teraz próbuje to naprawić. Z różnym skutkiem. Na końcu książki dokonuje się przemiana. Powiem szczerze, że dawno nie czytałam książki w której było tyle wyrafinowanej przemocy fizycznej i psychicznej. Książka jest napisana dość ciekawym językiem, chociaż momentami miałam dość nowomowy i nachalnego słowotwórstwa. Jeżeli chodzi o inicjały Ł, M, T i H to jest zagadka albo celowy zabieg autora. To, że miasto Ł jest Łodzią to można się łatwo domyśleć, ale czy T. jest Tomaszem Piątkiem a H i M jego bliskimi? Tego nie można jednoznacznie stwierdzić. Po lekturze tej książki wiem jedno - nie należy nikogo skreślać z uwagi na przeszłość, ale też trzeba chronić siebie i nie pakować się w relacje z ludźmi którzy mają takie tendencje albo przeszłość jak tytułowy bohater.